niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 14: Pełnia

  Jak zapowiedziałam jeszcze na tamtym blogu, dodaje dzisiaj rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;-)



     [Joan]

  Następnego dnia z samego rana zaczęły się przygotowania do mojej przemiany.
  Kiedy zobaczyłam te wszystkie łańcuchy, jakieś kółka, które Kalus i Elijah znosili do schronu z czasów wojny secesyjnej za miastem, który obaj uznali za najbezpieczniejsze miejsce, przeraziłam się nie na żarty. Skąd oni to wszystko wzięli? I czy to na pewno potrzebne? Przecież nie mogłabym być aż tak niebezpieczna po przemianie. To wszystko nie mogło być dla mnie.
- Elijah, mógłbyś tu podejść? - Zawołałam go.
- Coś nie tak?
- Po co aż tyle tego wszystkiego?Przecież mówiłeś, że Klaus jako hybryda nie przemienia się w czasie pełni.
- Bo to prawda. - Wtrącił Klaus, który nagle pojawił się przy mnie. - To wszystko dla ciebie.
- Że co proszę? Tego jest strasznie dużo.
- Jeszcze nie skończyliśmy. - Wyszczerzył się Klaus.
- Jak to?
- Przecież ci mówiłem, że nie będziesz nad sobą panować.
- Ok, ale po co tyle łańcuchów.
- Zyskasz wielką siłę. One muszą cię powstrzymać.
- Rozumiem, ale mówiłeś, że przy mnie będziesz. Na pewno sam dałbyś radę mnie powstrzymać. Starczyłoby tylko 4 łańcuchy, po jednymna ręce i nogi.
- Bo będę. - Przytulił mnie. - Ale raczej nie dałbym rady cię zatrzymać, jeśli rozerwałabyś łańcuchy, mimo, iż jestem Pierwotnym. Wilkołaka pałającego rządzą zabicia wampira nie jest łatwo powstrzymać.
- Ale ja nie chcę nikogo zabić!
- Po pierwsze, chęć zabicia wampira jest naturalna u wilkołaka po przemianie, a po drugie - Damon. - Znów odezwał się Klaus.
   Odsunęłam się od Elijaha i spojrzałam hybrydzie w oczy.
- A co ten idiota ma do tego?
- To jego najbardziej będziesz chciała zabić.
- Kalus, na głowę upadłeś? Jestem na niego wściekła, ale nie chcę go zamordować.
- Teraz nie, ale przemiana spotęguje twoją wściekłość do tego stopnia, że będziesz myśleć tylko o tym, żeby to zrobić.

     [Damon]

  Nie mogłem uwierzyć, że Joan jest jakoś spokrewniona z Klausem, ale mało mnie to obchodziło. Myślałem tylko o tym jak ją odzyskać. A to nie będzie łatwe. Po pierwsze, jest strasznie uparta, po drugie, obawiałem się, że będę potrzebował wieczności, żeby wybaczyła mi to co zrobiłem, a po trzecie, była właśnie w łapach Klausa.
  Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi i rozmowy. Stefan wrócił do domu. Po dwóch dniach. Ale dorosły jest, ma w końcu te 167 lat. Tylko z kim on rozmawiał? Poszedłem sprawdzić i zobaczyłem Caroline, blond wampirzycę, moją daną zabaweczkę i przyjaciółkę jego i Eleny.
- Barbie, co cię tu sprowadza?
- Nie przyjechałam do ciebie. - Wyraźnie nie była zadowolona, że mnie widzi.
  Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł.
- Domyślam się. A gdzie twój chłopak?
- Po co ci to wiedzieć?
- Myślę, że zainteresowałab go wiadomość, że Klaus znalazł u nas w mieście nową kandydatkę na hybrydę.
- Co ty powiedziałeś? - Spytał Stefan.
- To, że moja Kity jest praprapra itd. wnóczką Klausa. Co oznacza, że jest wilkołakiem. A znając go bedzie miał ochotę zrobić z niej hybrydę.
- Nie może. Nikogo nie zabiła, więc się nie przemiania i Kalus nie ma jak...
- Mylisz się braciszku. - Wszedłem mu w słowo.
- Jak to się mylę?
- Klaus ją zahipnotyzował i zabiła swojego brata, a, że dzisiaj jest pełnia, to się przemieni, więc on może to zrobić.
- Czekajcie, stop! Kto to jest Kity?
- Była dziewczyna Damona.
- Aha. No i wszystko jasne.
- Odzyskam ją, braciszku, zobaczysz.

     [Elija]

  Widziałem strach w oczach Joan, kiedy weszła do schronu i zobaczyła wszystko co razem z Kalusem dla niej przygotowaliśmy. Ale nie mogłem nic na to poradzić. To było konieczne.
  Przykułem ją i usiadłem obok niej. Przyglądała mi się z wyrazem paniki i bólu na twarzy. Zaczynało się.
  Nagle Joan zaczęła przeraźliwie krzyczeć, żebym jej pomógł, że ją bolo, a ja nic nie mogłem zrobić. Mogłem tylko patrzeć.
  W pewnym momencie dziewczyna zerwała łańcuchy. Nie wiedziałem jakim cudem, ale nie było czasu się nad tym zastanawiać, musiałem ją zatrzymać. Niestety nie udało mi się to i Joan w wilczej postaci wybiegła w noc.

     [Damon]

  Spałem sobie smacznie, kiedey obudził mnie jakiś hałas. Wstałem z łóżka i zobaczyłem, że okno w moim pokoju jest rozbite. Niezbyt się tym przejąłem i już miałem znów się położyć, ale usłyszałem za sobą wark. Odwróciłem się i zobaczyłem wilka. Po chwili, która wydawała się wiecznością, zwierzę rzuciło się na mnie. Ugryzł mnie i wtedy zdałem sobie sprawę, że to nie był zwykły wilk.
  To był wilkołak.
  Tylko skąd tu wilkołak?
  No tak!
  To była ona!
  Moja Joan!

     [Klaus]

  Kiedy Elijah zadzwonił do mnie i powiedział, że Joan uciekła, wiedziałem gdzie mam jej szukać.
  Zadzwoniłem do drzwi, które otworzył zaspany Stefan. Na mój widok wyraźnie się rozbudził.
- Czego chcesz? - Warknął.
- Ja do Damona.
- Jest u siebie.
- Dziękuję. - Powiedziałem wchodząc do środka. - Lepiej chodź ze mną.
- Po co?
  Nie odpowiedziałem. Poszliśmy na górę. Kiedy otworzyłem drzwi do pokoju Damona, zobaczyłem go leżącego na podłodze. Był nieprzytomny.
- Co tu się stało? - Spytał zdezorientowany Stefan.

     [Stefan]

- Joan. - Powiedział Klaus, a ja od razu zrozumiałem
- Jad wilkołaka. Pomóż mu.
- Za chwilę. Najpierw chcę się dowiedzieć co on jej takiego zrobił,że  go ugryzła.
- Zdradził ją. Skąd wiedziałeś, że powinieneś tu przyjechać?
- Elijah zadzwonił, mówiąc, że uciekła, a, że była wściekła na Damona przed przemianą, wiedziałem, że jest tu. Znaczy była. OK, dość gadania.
  Położyliśmy z Klausem mojego brata na jego łóżku i Mikaelson uzdrowił umierającego wampira.

     [Joan]

  Obudziłam się, a raczej ocknęłam w schronie okryta jakimś kocem. Chciałam wstać, ale kiedy zorientowałam się, że pod okryciem jestem naga, porzuciłam ten zamiar i tylko rozejrzałam się do okoła. Zobaczyłam wpatrującego się we mnie Elijaha.
- Witaj. - Powiedział.
- Byłeś tu cały czas?
- Zgodnie z obietnicą.
- Czemu nic na sobie nie mam?
- Zapomniałem ci powiedzieć, że w czasie przemiany rozerwie ci ubrania. Ale spokojnie, okryłem cię kocem.
- Czyli widziałeś mnie nago. - To nie było pytanie, tylko stwierdzenie.
- Tak, ale mam ponad 1000 lat, nie takie rzeczy widziałem.
- OK, mniejsza z tym. Ciekawi mnie jedna sprawa. Jak ja wrócę do domu?
- Poprosiłem Rebekah, żeby przyniosła ci jakieś ubranie. - Wstał, podszedł do mnie i podał mi jakąś torbę. - Oto i one. Ubierz się, a ja poczekam na zewnątrz.
- Nie musisz wychodzić, ani nawet się odwracać. - Powiedziałam wstając i pozwalając, żeby koc się ze mnie zsunął. - Skoro i tak już widziałeś mnie nago, nie ma to znaczenia.
- To ja może lepiej wyjdę. - Te jego dobre maniery mnie dobijają.
- Zaczekaj. - Powiedziałam ubierając się.
- Tak? - Spytał nadal nie odwracając się w moją stronę.
- Musisz mi powiedzieć co się stało w nocy.
- Zerwałaś łańcuchy i uciekłaś.
- Tak, zorientowałam się. Co się stało potem? - Nie lubię rozmawiać z czyimś tyłem.
- Zaatakowałaś Damona.
- Co!? - Krzykęłam. - Ale nic mu nie jest?
- Prawie go zabiłaś, ale powiadomiłem Klausa, że uciekłaś i mu pomógł. - Odwrócił się do mnie. W końcu. - Chyba już lepiej się czuje.
  Nie mogłam uwierzyć w to, że prawie zabiłam Damona. Byłam na niego wściekła, ale nadal go kochałam. Miałam wyrzuty sumienia.
- Jedziemy do Salvatore'ów! - Rozkazałam i po chwili byłam już razem z Elijahemw jego samochodzie.

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 13: Obietnica

      [Klaus]

  Jeszcze tego samego dnia pojechałem z Joan do urzędu, bo chciała zmienić nazwisko w dowodzie. Nie udało jej się to.
  Już na wejściu rzucił się jej na szyję jakiś chłopak.
- Joan, jak dobrze, że cię widzę. Myślałem, wszyscy myśleli, że ty też nie żyjesz.
- Ciebie też dobrze widzieć, Craig. Ale czemu myślałeś, że nie żyję?
- To ty nic nie wiesz?
- O czym? - Udała zdziwioną.
- Był wybuch w twoim domu. Cyba gaz się ulatniał. Wszyscy cię szukali. Nie wiedzieli gdzie jesteś. Myśleliśmy, że nie żyjesz. - Tłumaczył chaotycznie chłopak.
- Wybuch? Co z moimi rodzicami? Co z Louisem?
- Nie żyją. - powiedział chłopak, a Joan jak na zawołanie wtuliła się we mnie szlochając.
- Chodź, zabiorę cię do domu.
- Ona nie ma domu. - Wypalił Craig.
  Joan jeszcze bardziej się rozpłakała i mocniej się we mnie wtuliła, a ja posłałem chłopakowi mordercze spojrzenie.
- Ona ma dom. - Wycedziłem przez zęby, po czym dodałem już łagodniej. - Chodź Joan.
  Wyszliśmy z urzędu. W samochodzie powiedziałem, patrząc z uznaniem na ocierającą łzy dziewczynę.
- Jesteś niezłą aktorką.
- Jakbym nie wiedziała. - Odparła. - Zabierz mnie do mojego domu.
- Po co?
- Nie pytaj się głupio tylko mnie tam zawieź!

        [Joan]

  kiedy tylko Klaus zatrzymał auto, wybiegłam z niego cała zapłakana i z wyrazem paniki na twarzy pobiegłam w stronę sterty gruzów, która została z mojego domu. Chciałam wejść na teren poszukiwań, ale powstrzymała mnie Mimi, dziewczyna Louisa.
- Joan, nie możesz tam wejść. - Powiedziała dziwnie opanowanym głosem. Nie płakała.
- Jak możesz być taka spokojna?! - Wydzierałam się. - Przecież tam zginął Louis. Ty tak spokojnie stoisz i patrzysz! Nawet łzy nie uronisz! Jak możesz?! Jak?!
- Uspokój się. - I znów ten zimny, nic nie czujący już ton głosu.
- Nie uspokoję się! Cała moja rodzina nie żyje! Jak twoim zdaniem mam się uspokoić?!
  Nagle pojawił się przy nas Klaus.
- Przejmę ją od ciebie. - Powiedział do Mimi, po czym objął mnie opiekuńczo. - Chodź Joan, zabiorę cię stąd.
  Wróciliśmy do auta.
- Powiedziałem, że jesteś dobrą aktorką, ale się pomyliłem. To było mistrzostwo. - Stwierdził Mikaelson, kiedy byliśmy już w drodze do jego, w sumie to już też do mojej, willi.
- Dziękuję bardzo. - Powiedziałam i obdarzyłam go moim najpromienniejszym uśmiechem.

        [Rebekah]

  Kiedy Klaus pojechał gdzieś ze swoją nową wnuczką, ja udałam się do Salvatore'ów.
  Drzwi otworzyła mi Elena.
- Rebekah? Co tu robisz?
- Nie martw się, nie przyszłam do ciebie. Jest Damon.
  Nagle ktoś przygwoździł mnie do  sciany.
- Jestem. - Powiedział Damon. Był strasznie wkurzony. Odrzuciłam go od siebie.
- Uspokój się! Chcę tylko porozmawiać.
- Niby o czym? - Spytał wstając.
- Mam dla ciebie złe wiadomości. Albo dobre, zależy jak na to spojrzeć.
- Przejdź do rzeczy.
- Spotykasz się z członkinią mojej rodziny.
- Co? O czym ty mówisz? - Wtrąciła, niepotrzebnie, Elena.
- Joan jest prawnuczką Klausa.
- Tak, jasne. A ja jestem ojcem Eleny.
- Jeśli mi nie wierzysz, twoja sprawa, ale ja mówię prawdę. Chcesz, to sam ich spytaj.
- Ok, gdzie oni są?
- Pojechali gdzieś zanim tu przyjechałam, ale myślę, że już wrócili.
- Czyli chcesz powiedzieć, że Joan z wami mieszka? - Spytała Elena.
- Dokładnie. Chcesz, możesz jechać ze mną, Damon.

        [ Joan]

  Kiedy wróciłam z Klausem do mojego nowego domu, przywitała mnie niezbyt miła niespodzianka.
- Witaj, Kity.
- Damon, co ty tu robisz?
- Doszła do mnie pewna informacja i chcę się upewnić, czy jest prawdziwa.
- A mianowicie?
- Jesteś wnuczką Klausa?
- Jestem, ale chyba ci to nie przeszkadza?
- A wiesz, że przeszkadza?
- O, jak przykro, ale mnie to nie obchodzi. A teraz żegnam. - Powiedziałam, odwróciłam się i poszłam do mojego nowego pokoju.
  Zamknęłam za sobą drzwi, wzięłam jedną z walizek, które wcześniej zaniósł tam Klaus u zaczęłam się rozpakowywać.Kiedy odwróciłam się, żeby włożyć rzeczy do szafy, prawie podskoczyłam.
- Elijah. Wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam Joan, nie chciałem.
- Ok, nic nie szkodzi. A co ty tu tak właściwie robisz?
- Czekałem na ciebie.
- Na mnie? Czemu?
- Może chciałem cię zobaczyć. - Powiedział podchodząc do mnie. Patrzył mi w oczy, tak jakby tylko je chciał widzieć.
- Dobra, dobra, nie czaruj. Jaki jest prawdziwy powód twej wizyty?
- Chcę z tobą porozmawiać. - Wziął ode mnie rzeczy, które trzymała, na rękach i włożył je do szafy.
- Może lepiej sama rozpakuję. - Powiedziałam posyłając mu nieco zażenowane spojrzenie. - Porozmawiać? O czym?
- Jak Klaus sprawdził, że jesteś jego wnuczką?
- Zahipnotyzował mnie, żebym zabiła własnego brata.
- Co było potem?
 - Pamiętam tylko, że coś dziwnego się ze mną działo i Klausa mówiącego "witaj w rodzinie", a później dopiero, że przebudziłam się u was na kanapie.
- no to mamy problem.
- czemu?
- Jutro pełnia.
- No wiem. I co z tego?
- mamy mało czasu na przygotowania.
- Do czego? Mów jaśniej.
- Teraz jesteś wilkołakiem, a wilkołaki każdej pełni przemieniają się w wilki.
- Więc nie rozumiem, po co te przygotowania. Przemienię się, pobędę trochę wilkiem, a rano wszystko wróci do normy.
- Masz rację, nie rozumiesz. Musimy przygotować bezpieczne miejsce, z którego nie uciekniesz, bo mogłabyś kogoś skrzywdzić, a ugryzienie wilkołaka jest dla wampira śmiertelne.
- Nie zamierzam nikogo skrzywdzić.
- Nie ważne. Kiedy się przemienisz nie będziesz nad sobą panowała. Instynktownie będziesz czuła potrzebę zabicia wampira. Nie będziesz mogła się powstrzymać. Dlatego zamkniemy cię w miejscu, z którego nie uciekniesz i przykujemy cię łańcuchami.
- Nie zgadzam się!
- Nie masz wyjścia, Joan, zrozum. Musimy to zrobić.
- Nikogo nie skrzywdzę.
- Jak już mówiłem, nie będziesz nad sobą panować. Uwierz mi. Byłem przy tym, kiedy Klaus się pierwszy raz przemieniał. Czuł straszliwy ból, jakby go rozrywało od środka, a po przemianie nie panował nad tym co robi. Wiem to, widziałem to w jego oczach. Wiem też, że ty poczujesz to samo.
  Kiedy to powiedział odłożyłam do szafy rzeczy, które trzymałam, podeszłam do niego i przytuliłam się do niego szukając ochrony.
- Boję się.
- Rozumiem, ale nie musisz. Będę przy tobie. - Powiedział, głaszcząc mnie po głowie w opiekuńczym geście.
 A co będzie jeśli cię ugryzę? Nie chcę cię zabić.
- Nie zabijesz.
- Ale mówiłeś, że ugryzienie wilkołaka zabija wampira.
- Ja jestem pierwotnym, nie da się mnie tak łatwo zabić. - Powiedział przytulając mnie mocniej. - Będę przy tobie, obiecuję. - Pocałował mnie w czubek głowy, odsunął od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy. - A ja zawsze dotrzymuję obietnic.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam i znów się w niego wtuliłam.

Rozdział 12: Nowy dom

        [Joan]

  Ocknęłam się w jakimś nieznanym mi domu. Nade mną stał Klaus.
- Co ja tu robię?
- Witaj w swoim nowym domu, kochana.
- Swoim nowym czym?
- Skoro potwierdziło się, że jesteś członkiem mojego rodu, będziesz mieszkać razem ze mną i moim rodzeństwem.
- Chyba chory jesteś! Odwieź mnie do domu, w tej chwili!
- Dobrze, jak sobie życzysz.

        [Damon]

  Rano pojechałem do Joan. Musiałem z nią porozmawiać.
  Kiedy przyjechałem pod dom Kity zobaczyłem, że drzwi są otwarte. Wszedłem do środka i poszedłem szukać Joan i jej rodziców. Jej nie znalazłem, znalazłem za to ciała państwa Cat. Były całkowicie wysuszone.
  Szukałem jakichś śladów, jakiegoś tropu, który doprowadziłby mnie do dowiedzenia się co się tu stało. Po chwili usłyszałem podjeżdżający pod dom samochód i wyszedłem na podwórze. Zobaczyłem Joan wysiadającą z auta Klausa.
- Co ty tu robisz, zdrajco? - Spytała przechodząc koło mnie.
- Lepiej tam nie wchodź.
- Nie będziesz mi rozkazywał. - Powiedziała wkurzona i weszła do środka. Kiedy zobaczyła swoich rodziców odwróciła się do mnie i zapytała. - Co im zrobiłeś, świrze?
- Nic. Jak tu dzisiaj przyjechałem, drzwi były otwarte, więc wszedłem i zastałem to.
  Nic nie odpowiedziała, tylko pobiegła na górę.
- Gdzie ciało mojego brata? Gdzie je wywiozłeś? Co z nim zrobiłeś?
- Nie było tu żadnych zwłok, oprócz twoich rodziców. Czekaj, stop. Czemu myślałaś, że ciało Louisa będzie w twoim pokoju?
- Bo tu go zabiłam.
- Że co proszę?!
- Zahipnotyzowałem ją. - Odezwał się Klaus.
- Aha, czyli już wiemy kto zabił twoich rodziców, Kity.
- Co takiego?
- Twój brat miał w organizmie moją krew, więc skoro go zabiłaś, ocknął się jako wampir. Czuł nieokiełznany głód, więc dopadł i wysuszył twoich rodziców. Teraz pewnie ukrywa się w jakiejś ciemnej norze. Wystarczy go tylko znaleźć przed nocą, żeby nikogo więcej nie zabił.
- Louis nie jest mordercą, kretynie! Za to ja jestem. Zabiłam go! To wszystko moja wina.
  Joan zaczęła panikować. Chodziła po całym pokoju i powtarzała, że to jej wina.
- No świetnie, druga Elena. Ty to masz dar do wybierania dziewczyn.
- Zamknij się, Klaus! - Złapałem Joan i zmusiłem ją, żeby spojrzała mi w oczy. - Hej, Hej! Kity! Uspokój się! To nie twoja wina, tylko Klausa. Przestań panikować! Znajdziemy Louisa i wszystko będzie dobrze, ok?
- Ok.
- Dobrze. Znajdziemy go. Ale jest mały problem. Co zrobimy z ciałami? - Wtrącił Klaus.
- Albo ukryjemy, albo zostawimy na podwórzu i powiemy, że zaatakowało ich jakieś zwierzę.
- Ale ty jesteś durny, Damon. Jakbyś nie zauważył mieszkam w środku miasta. Kto ci uwierzy w napad zwierzęcia?
- Wściekły pies, Kity.
- Sam jesteś wściekły pies. Po pierwsze: wściekłe psy raczej nie rzucają się człowiekowi do szyi i nie wysuszają z niego całej krwi. Po drugie: chyba zdajesz sobie sprawę, że spytają skąd to wiemy. Znając twój geniusz, domyślam się, że odpowiesz, że to widzieliśmy. Możesz być wtedy pewien, że będą chcieli się dowiedzieć, czemu nas nie zaatakował. I co im wtedy powiesz, Panie Genialne Pomysły?
- Dobrze gada.
- Może i dobrze. Więc co proponujesz, Ciociu Dobra Rada?
- Lepiej idźcie szukać Louisa, a ja tu posprzątam.

        [Joan]

- Jak uważasz, Kity. - Powiedział Damon i wyszedł wraz Klausem z domu.
  Kiedy oni szukali mojego brata, ja się pakowałam. Nie chciałam już więcej mieszkać w domu, w którym zginęli moi rodzice.
  Nie zajmowałam się jednak tylko pakowaniem. W garażu znalazłam kanister benzyny i wylałam go na ciała moich rodziców.
  Gdy wampir i hybryda wrócili z poszukiwań moje walizki stały już na werandzie, a ja właśnie wychodziłam z domu, w którym odkręciłam wszystkie kurki z gazem.
- Co tu robią te walizki? - Spytał Damon.
- Przeprowadzam się do Klausa.
- Co?
- To co słyszysz! Nie chcę już tu mieszkać. - Klaus, mógłbyś? - Spytałam wskazując bagaże.
- Oczywiście, kochana. - Odpowiedział i zaczął pakować waliżki do bagażnika.
- Rozumiem, ale czemu akurat do niego?
- Żebyś się głupio pytał. Znaleźliście Louisa?
- Tak, jest w bagażniku.
- Więc go wyciągnij i zahipnotyzuj, żeby wszedł do domu i zapalił zapałkę.
- Ja nie mogę. Za to Klaus tak.
- - Już, tylko spakuję ostatnią walizkę. A właściwie czemu chcesz, żebym to zrobił?
- Nie pytaj się, tylko go zahipnotyzuj i jedźmy już.
- Chcesz spalić dom. - Stwierdził Damon.
- To lepsze od twojego pomysłu z wściekłym psem.
- Skoro tak twierdzisz?
- Klaus, chcę już stąd jechać. - Powiedziałam wsiadając do auta.
  Zobaczyłam jak Damon wyjął Louisa ze swojego samochody i podał go Klausowi, który zaniósł go na werandę, postawił go i coś mu powiedział. Mój brat wszedł do domu, a Klaus już odpalił auto i odjechaliśmy. Po chwili usłyszałam wybuch, ale się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że zrobiłam co musiałam.
  Kiedy jechaliśmy do Klausa zapytałam jak ma na nazwisko.
- Mikaelson. A co?
- Tak pytam.
- Ok, a ty?
- Cat. Ale nie zbyt je lubię.
  Później jechaliśmy w milczeniu. Gdy dotarliśmy do willi Mikaelson'ów przywitała mnie siostra Klausa, Rebekah.
- Co tu robi dziewczyna Damona?
- Była dziewczyna, Blondie.
- Siostrzyczko, przedstawiam ci moją prawnuczkę.
- Czyli to jednak prawda. Cóż, witaj.
- Joan będzie z nami mieszkać.
- Mamy nową lokatorkę? I to wnuczkę Klausa? Jakaś odmiana. - Powiedział z wielkim uśmiechem przystojny chłopak z pięknymi, przenikliwymi brązowymi oczami, który pojawił się obok Rebekah.
- Joan, poznaj proszę: mój honorowy, starszy brat Elijah. Elijah, to jest Joan Cat.
- Mikaelson. - Poprawiłam go. - Skoro należę do waszej rodziny, to powinnam mieć na nazwisko tak jak wy.
- Dobrze, więc. Elijah, poznaj moją wnuczkę Joan Mikaelson.
  Chłopak uścisnął moją dłoń i obdarzył mnie przepięknym uśmiechem.
- Witaj w domu, Joan Mikaelson.

Rozdział 11: Klaus

       [Damon]

  Joan wybiegła z mojego pokoju, a ja za nią. Nie mogłem jej znowu stracić. Bez trudu ją dogoniłem i złapałem.
- Puść mnie! - Wyrywała mi się.
- Nie! Nie pozwolę ci znowu odejść!
- Było o tym pomyśleć zanim przespałeś się z Eleną!
  Puściłem ją, a ona wybiegła z domu. Po chwili usłyszałem pisk opon. Błyskawicznie znalazłem się przed willą i rzuciłem się Joan na pomoc. Podniosłem ją z jezdni, zaniosłem do salonu i położyłem na kanapie.
- Co się stało? - Spytał Stefan, który nagle znalazł się przy mnie.
- Nie widzisz? Wypadek! - Powiedziałem dając jej swoją krew.

       [Elena]

  Zeszłam do salonu i zobaczyłam Stefana stojącego przy Damonie z nieprzytomną Joan na kolanach.
- Co się stało?
- Następna "co się stało". - Powiedział wyraźnie zdenerwowany Damon.
- Wpadła pod samochód. - Wyjaśnił Stefan.
- Ale nic jej nie będzie?
- Nie powinno. Damon podał jej swoją krew.
  Patrzyłam na nieprzytomną Joan i nie mogłam pozbyć się poczucia, że ten wypadek to moja wina. W końcu gdybym nie odpowiedziała na pocałunek Damona, to ona nie zobaczyłaby nas razem i nie wybiegłaby z willi.
- Biedna Czarnulka. - Usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam Katherine idącą w moją stronę. - aha, zahipnotyzowałam kierowcę, który ją potrącił, bo Damon się tym nie trudził. Nie ma za co.
- Czemu nam pomagasz? - Spytał Stefan.
- Polubiłam naszą Czarnulkę. Wiesz Eleno, że to twoja wina. Gdybyś nie wykorzystała tego, że pokłóciła się z Damonem, to nic by się nie stało. Jednak nie jesteś mało, dobrą dziewczynką.
- I przyszłaś tylko po to, żeby jej to powiedzieć?
- Tak, tylko po to. To pa. - Powiedziała i wyszła.

       [Damon]

  Kiedy tylko za Katherine zamknęły się drzwi, Joan się ocknęła.
- Co się stało? I czemu leżę na twoich kolanach, zdrajco?
- Miałaś wypadek. Zabrałem cię tu i wyleczyłem.
- Skoro już nic mi nie jest, to wracam do domu. - Powiedziała wyraźnie wściekła.
- Nawet nie podziękujesz?
- Za co? Gdyby nie ty nic by mi się nie stało, więc nie oczekuj, że ci podziękuję. Wracam do domu, a ty zostań sobie ze swoją kochaną Eleną i pieprzcie się dalej! Nie mogę na was patrzeć! Brzydzę się wami! Żegnam! - Joan wyszła, a za nią Stefan.

       [Joan]

  Wyszłam z willi, a za mną wyszedł Stefan, który zaproponował, że mnie odwiezie. Zgodziłam się, bo nie chciałam iść na piechotę, ale przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Dopiero pod moim domem Stefan spytał:
- Może pójść z tobą na górę?
- Nie, nie trzeba. Chciałabym zostać sama.
- Rozumiem. W razie czego, zadzwoń.
- OK. Dzięki za podwózkę.
- Nie ma za co. Pa.
- Trzymaj się pa.
  Wysiadłam z samochodu Stefana, weszłam do domu i od razu poszłam do siebie.

       [Stefan]

  Kiedy tylko Joan zniknęła w drzwiach domu, pojechałem do Cheesy Witch. Nie chciałem wracać do domu. Nie mogłem patrzyć na Elenę i mojego brata. Po tym co mi zrobili brzydziłem się nimi.
  Podjechałem pod bar i przez chwilę jeszcze siedziałem w samochodzie. Opłaciło się to czekanie. Zobaczyłem Klausa i Rebekah wchodzących do środka. Od razu wysiadłem z auta i poszedłem za nimi. Siedzieli przy stoliku i rozmawiali. Nie chciałem, żeby zorientowali się, że ich zauważyłem, więc podszedłem do baru, zamówiłem koniak i zacząłem ich podsłuchiwać.
  Rozmawiali o dziewczynie, z którą był Klaus jeszcze zanim jego matka zamieniła go w wampira.O ile dobrze zrozumiałem, to zaszła ona w ciążę, ale Klaus nie wiedział co stało sie z nią i ich dzieckiem, po tym jak się z nią rozstał. Przypomniał sobie o niej dopiero jak zoabaczył Joan, bo była do niej bardzo podobna i podejrzewał, że jest jej potomkinią, a co za tym idzie - także jego.
  Nie dowiedziałem się nic więcej, bo Rebekah mnie zauważyła i oboje do mnie podeszli.
- Stefan! czemu taki smutny jesteś?
- Nie ważne, Klaus. Co wy tu robicie?
- Mieszkamy. Długa historia.
- Co ty powiedziałaś?
- Moja siostrzyczka powiedziała, że się tu przeprowadziliśmy. Damon ci nie mówił? Spotkałem go tu wcześniej.
- Tak się składa, że nie mam ochoty z nim rozmawiać.
- Ok, nie wnikam.
- A gdzie to się Elena podziewa?
- Nie wiem, Rebekah, i, dla twojej wiadomości, mało mnie to obchodzi.
- Aha, rozumiem. To my cię teraz zostawimy. Mam jeszcze coś do załatwienia. - Powiedział Klaus i razem z Rebekah wyszli z baru.

       [Joan]

  Siedziałam na łóżku i pisałam, jak zawsze, kiedy jestem smutna lub wściekła. Nagle do drzwi mojego balkonu ktoś zapukał. Podniosłam wzrok i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Klausa. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Witaj kochana.
- Cześć, Klaus tak? Czego chcesz?
- Mogę wejść?
- Tak, wejdź. To czego chcesz? Tylko szybko, bo nie jestem w nastroju do rozmów.
- Nie ładnie mówić "czego chcesz" do swojego dużo razy pradziadka.
- Co? O czym ty mówisz?
- Jestem twoim przodkiem?
- Ale jak to możliwe, skoro jesteś wampirem?
- Hybrydą, skarbie. Byłem kiedyś człowiekiem, jak każdy wampir. No może nie do końca człowiekiem, bo moim ojcem był wilkołak.
- Ok, ale skąd ty wiesz, że jesteś moim dziadkiem?
- Kiedy jeszcze byłem człowiekiem byłem z pewną dziewczyną. Zaszła w ciążę i musiała uciekać z miasta. Nie patrz tak na mnie, to było 1000 lat temu. Nie wiem co się z nią później stało, ale po tym, jak moja matka zamieniła mnie i moje przyrodnie rodzeństwo w wampiry, mało mnie to obchodziło.
- To twoja matka była wampirem?
- Nie, moja matka była czarownicą, która stworzyła wampiry.
- Ciekawe. Ale mniejsza z tym. Skoro nie wiesz co stało się z tą dziewczyną, to skąd masz pewność, że nie miała więcej dzieci?
- Nie mam. Ale znam sposób, żeby się przekonać czy na prawdę jesteś moją potomkinią.
  W tym momencie do pokoju wszedł Louis.
- Z kim rozmawiasz?
- Ze znajomym.
  Klaus odwrócił do siebie moją głowę i zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
- Zabij go! - Rozkazał, a ja podeszłam do komody, wyciągnęłam z niej pilnik do paznokci, po czym z całej siły wbiłam go w pierś Louisa.
  Dopiero kiedy wyciągnęłam pilnik z serca mojego brata, zorientowałam się co zrobiłam. Zdałam sobie sprawę, że go zabiłam.
  Poczułam nieokiełznaną  złość i, że coś dziwnego się ze mną dzieje, a Klaus patrzył na mnie z zachwytem.
- Witaj w rodzinie, Joan.

Rozdział 10: Niespodziewany widok

  [Joan]

Damon wyszedł, a ja poszłam do Louisa sprawdzić co z nim. Kiedy weszłam do pokoju mojego brata, on siedział przed komputerem i oglądał film, a opatrunek leżał na biurku obok niego.
- Czemu to odkleiłeś? - Spytałam stając obok Louisa.
- Młoda, nie dramatyzuj, to tylko zadrapanie.
- Zadrapanie, ale krwawiło. Zaraz przyniosę nowy opatrunek.
- Ale Młoda...
- Żadnego ale. Trzeba to opatrzyć. Siedź tu i nigdzie nie idź! - Powiedziałam wychodząc z pokoju Louisa.
  "Dzięki Bogu, że on nie ma lustra w pokoju, - pomyślałam - bo od razu połapałby się, że to nie jest zwykłe zadrapanie."
  Wzięłam z pokoju opatrunek i plastry i wróciłam do pokoju Louisa. Kiedy ponownie opatrywałam ugryzienie mój brat stwierdził:
- Wiesz, fajnie mi się gadało z tym twoim Damonem.
- Tak? To już nie będziesz miał towarzysza do rozmów.
- A dlaczego?
- Pokłóciliśmy się.
- Znowu? Szkoda.
- Może szkoda. Ok, skończyłam. Idę do siebie, a ty oglądaj dalej.
  Weszłam do swojego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i łzy same zaczęły napływać mi do oczu.

       [Damon]

  Prosto od Joan pojechałem do Cheesy Witch. Kiedy wszedłem do środka przy barze zobaczyłem Klausa. Przysiadłem się więc do niego i zamówiłem burbon.
- Co ty tu jeszcze roisz, Klaus?
- Mieszkam.
- Jak to mieszkasz?
- Przeprowadziłem się tu.
- Jeszcze Pierwotnych tu brakuje. Jakbym miał mało problemów.
- A jakie to problemy może mieć Damon Salvatore?
- Nie będę ci się zwierzał, Klaus.
- To jasne. A jak tam twoja nowa dziewczyna? Kiedy ją ostatnio widziałem nie wyglądała na zadowoloną wybiegając z twojego domu.
- Nie twój interes! - Powiedziałem wstając. Zapłaciłem za burbon i wyszedłem z knajpy.

       [Elena]

  Koło południa Stefan wyszedł zapolować, a ja zostałam sama w domu. Po jakiejś godzinie pojawił się Damon.
- Nie wyglądasz na zadowolonego. Coś się stało? - Spytałam.
- Jak mam być zadowolony, skoro Klaus się tu przeprowadza?
- Skąd wiesz?
- Spotkałem go w Cheesy Witch.
- Byłeś tam z Joan?
- Byłem sam. Musiałem się napić.
- Jak to "musiałeś się napić"? Coś ty znowu narobił?
- Wszystko spieprzyłem. - Powiedział z wielkim smutkiem w głosie.
  Zrobiło mi się go żal. Podeszłam do niego i przytuliłam go, a on, o dziwo, wtulił się we mnie jak małe dziecko.
- Ona nie chce mnie znać. Jak mogłem być tak głupi?
  Kiedy to powiedział odsunął się ode mnie, popatrzył mi głęboko w oczy i pocałował mnie.
- Co ty robisz, Damon?
- Już i tak wszystko spieprzyłem, więc co za różnica? - Powiedział i ponownie mnie pocałował, a ja nie pozostałam mu dłużna. Po chwili byliśmy już w jego łóżku.

      W tym samym czasie

       [Joan]

  Płakałam jakieś 20 minut. Kiedy już się uspokoiłam, stwierdziłam, że potrzebuję spaceru.
  Szłam długo zastanawiając się, czy na pewno dobrze zrobiłam wyrzucając Damona z domu. W pewnym momencie zorientowałam się, że idę w stronę willi Salvatore'ów. Nie zawróciłam jednak,lecz szłam dalej. Postanowiłam, że pogodzę się z Moim Małym Wampirkiem.

       [Stefan]

  Kiedy wracałem z polowania niedaleko mojego domu zobaczyłam Joan. Zdziwiłam się trochę, że nie jest z Damonem. Zatrzymałem się i zabrałem ją ze sobą.
- Dzięki, Stefan.
- Spoko. Czemu nie jesteś z Damonem?
- Pokłóciłam się z nim trochę, bo ugryzł mojego brata.
- Cały Damon.
- Może. Nie ważne już. Chcę się z nim pogodzić dlatego do was szłam
- Rozumiem. Ok, jesteśmy.
  Wyszliśmy z auta, Joan jeszcze raz mi podziękowała i weszliśmy o domu.

       [Joan]

  Weszliśmy ze Stefanem do willi Salvatore'ów, ale nie widzieliśmy Damona i Eleny, więc poszliśmy na górę - Stefan do swojego pokoju, a ja do Mojego Wampirka. Otwierając drzwi nie spodziewałam się tego co zobaczyłam.
  Damon i Elena leżeli przytuleni w łóżku. Kiedy mnie zobaczyli szybko odsunęli się od siebie.
- Joan... - Zaczął Damon.
- Zamknij się! Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień! Widzę co tu się wydarzyło! Nie myśl, że jestem głupia! A ty?! - Zwróciłam się do Eleny. - Jak ci nie wstyd?! Masz Stefana, a zabawiasz się z Damonem?!
  Nagle pojawił się przy mnie Stefan. Kiedy zobaczył swoją dziewczynę z własnym bratem rzucił się na niego. Nie wiem jak mi się to udało, ale ich rozdzieliłam. później podeszłam do Damona, uderzyłam go i wybiegłam z willi.

Rozdział 9: Znowu wszystko spieprzyłem

  [Joan]

- Młoda, mogę wejść?
- Jasne, wchodź, brat.
  Louis wszedł do pokoju i kiedy zobaczył Damona siedzącego na moim łóżku zaczął na niego krzyczeć.
- Co ty tu robisz? Masz czelność tu przychodzić po tym wszystkim co zrobiłeś mojej siostrze?
- Tak chłopczyku, mam czelność. - Powiedział wampir wstając. - I dla twojej wiadomości: pogodziliśmy się. Pogodziliśmy się do tego stopnia, że ze sobą spaliśmy.
- Po co to powiedziałeś?
- To ja myślałem, że jesteś u jakiejś koleżanki, a tu się okazuje, że byłaś z nim?
- Tak była ze mną. I było jej bardzo dobrze.
- Ty chamie! - Krzyknął Louis i rzucił się na Damona.
  Później wszystko potoczyło się zadziwiającą szybko. Wampir złapał mojego brata i wpił się w niego. Nie wiedziałam co robić. Krzyknęłam tylko, żeby Damon puścił Louisa. Co dziwne wampir mnie posłuchał.
- Nie krzycz, Kity! Wkurzył mnie.
  Kiedy Damon się do mnie odwrócił, nadal trzymając w żelaznym uścisku mojego brata, po raz pierwszy zobaczyłam jego wampirze oblicze. Nie było tak straszne jak sądziłam.
- Ale ty go ugryzłeś.
- Ugryzłem, ale nie martw się, nic mu nie będzie, nie wyssałem całej krwi. Dam mu trochę mojej, on się zregeneruje, wyczyszczę mu pamięć i wszystko będzie cacy, skarbie.
- Czekaj, czekaj! Jak to "wyczyszczę pamięć"?
- Normalnie. Wampiry mogą wmówić każdemu, no prawie każdemu, człowiekowi rzeczy, które się nie wydarzyły lub powiedzieć, żeby o czymś zapomniał i po prostu wykasować to z jego pamięci. Przydatna umiejętność.
- Nie wiem, czy przydatna. Nie jestem wampirem. - Podeszłam do Louisa i klęknęłam przy nim. - On jest nieprzytomny. Zrób coś Damon, nie stój tak, bo się wykrwawi! Coś ty narobił?

    [Damon]

  Joan była roztrzęsiona. W jej oczach widziałem strach i panikę. Klęknąłem obok niej i zwróciłem jej twarz ku mnie.
- Uspokój się, Kity. - Powiedziałem spokojnym głosem. - Wszystko będzie dobrze. Dam mu swoją krew i nic mu nie będzie. A teraz uspokój się i poszukaj jakiegoś plastra czy czegoś w tym rodzaju.
- Tak, tak. Już jestem spokojna. Muszę być spokojna. - Powiedziała trzęsącym się głosem i wstała.
  Podeszła do jakieś szafki, wyciągnęła opatrunek i plastry i je mi. Opatrzyłem ranę i podałem braty Joan swoją krew. Kiedy się ocknął zahipnotyzowałem go, mówiąc, że przez przypadek się zadrapał, a my rozmawialiśmy tylko i żeby poszedł do swojego pokoju, po czym zwróciłem się do Joan:
- Widzisz, mówiłem, że nic mu nie będzie.
  Kity nic nie odpowiedziała. Siedziała tylko na łóżku i patrzyła na mnie. Podszedłem do nie i usiadłem obok. Ona wstała i podeszła do okna.
- Kity, co się stało?
- Prawie zabiłeś Louisa!
- Prawie, a "prawie" robi dużą różnicę. A poza tym twojemu bratu już nie jest.
- Może nic, ale to nie zmienia faktu, że go ugryzłeś!
- Och, Kity. Nic mu nie jest, więc po co to roztrząsać?
- Jak ty możesz... Wyjdź! Wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy!
- Ale Joan...
- Nie ma żadnego ale! Wyjdź!
  Wstałem i wyszedłem, tak jak chciała. A kiedy wychodziłem, pomyślałem, że znowu wszystko spieprzyłem.

Rozdział 8: Przeszłość

  [Damon]

   Kiedy Joan wyszła z kuchni, obrzuciłem Katherine wściekłym wzrokiem.
- Po co przyszłaś?
- Chciałam się przywitać z naszą Czarnulką, ale nie spodziewałam się tego jak mnie potraktowała. Widzę, że noc spędzona z tobą zmienia.
- Wal się, Katherine! Wynoś się stąd!
- mnie też chcesz się tak szybko pozbyć?
- Wynoś się!
- Ok. Pa, Stefanie, pa, Damonie.
  Katherine wyszła, a ja powoli się uspokoiłem. Po chwili w kuchni znów pojawiła się Kity.
- Idziesz, Damonie?
- Tak. Wezmę tylko kluczyki i możemy jechać.
- Ok, to ja czekam przy samochodzie. Do zobaczenia.
   Po paru minutach siedziałem już w aucie razem z Joan.
- Wiesz co, Kity? Jestem z ciebie dumny.
- Dzięki.
- Ale jednak trochę przesadziłeś.
- Nie rozumiem.
- Wkurzyłaś Katherine. A wkurzona Katherine to nic dobrego. Przynajmniej dla ciebie.
- Sprowokowała mnie tym swoim durnym gadaniem.
- Ona wszystkich prowokuje.
- Zauważyłam przy pierwszym spotkaniu z nią.
  Zapadła cisza. Po chwili Joan spytała:
- a tak w ogóle to co cię z nią łączy?
- Teraz tylko to, że przemieniła mnie i Stefana.
- A wcześniej?
- Za chwilę ci opowiem. - Powiedziałem zatrzymując samochód. - o ile zaprosisz mnie do środka.

      [Joan]

  Zgodziłam się, chociaż nie wiedziałam jak na widok Damona zareaguje Louis. Przecież jeszcze 2 dni temu ryczałam przez Mojego Wampirka, a braciszek mnie pocieszał.
 "No nic, będę się tym martwić później." - Pomyślałam wchodząc z Damonem do domu. Mama przywitała nas szerokim uśmiechem, a taty i Louisa mnie było.
  poszłam z Wampirkiem do mojego pokoju i jak tylko zatrzasnęły się za nami drzwi, spytałam, co łączyło go z Kateriną.
- To bardzo długa historia.
- Mamy czas, Damonie.
- No więc tak: Pierwszy poznał ją Stefan, bo ja w tym czasie byłem na wojnie. Kiedy wróciłem spotkałem Katherine przechadzającą się po ogrodzie mojego domu. Obok niej szedł Stefan. Zobaczyli mnie i do mnie podeszli. Stefan przedstawił ją jako sierotę, której rodzice spłonęli w pożarze domu. Wyglądała przepięknie w jasno niebieskiej sukni. Zakochałem się w niej. Ona we mnie również. Ja wiedziałem czym była, Stefan, który również z nią był, nie. Dowiedział się dopiero kiedy postanowiła nakarmić nas obu swoją krwią, bo chciała, żebyśmy żyli wiecznie we troje. Niestety kilka dni później schwytali ją ludzie z mojego miasta, którzy chcieli oczyścić miasto z wampirów. Razem se Stefanem postanowiliśmy ją uwolnić. Nie udało nam się to. Kiedy napadliśmy na wóz transportujący ją do krypty zabił nas nasz ojciec. Mieliśmy w organizmie jej krew, więc ocknęliśmy się jako wampiry. Przez kolejne lata szukałem sposobu na otwarcie krypty, w której, jak myślałem, zamknęli ją razem z innymi wampirami z naszego miasta. Znalazłem go, lecz po otwarciu grobu nie znalazłem w nim Katherine. Byłem załamany, ale szybko mi przeszło. Kiedy spotkałem ją ponownie po prawie 150 latach, zrozumiałem, że uczucie, które kiedyś do niej żywiłem wygasło. później dowiedziałem się jak udało jej się uciec. Katherine do teraz próbuje odzyskać mnie i Stefana, ale nieskutecznie. I to praktycznie cała historia.
- A jak czułeś się kiedy obudziłeś się wraz ze Stefanem w fazie przejściowej? I co było potem?
- Byłem załamany, że utraciłem ukochaną i wściekły na Stefana, bo sądziłem, że to jego wina. Kiedy po raz pierwszy napiłem się ludzkiej krwi brzydziłem się sobą. Ze Stefanem było inaczej. Stał się Rozpruwaczem. Zabił naszego ojca. Ja starałem się tylko zaspokajać głód, nie zabijać swoich ofiar, nie wysysałem ich do ostatniej kropli krwi. Stefanowi zabijanie sprawiało przyjemność. Wysysał całkowicie swoje ofiary i rozrywał na kawałki. Robił tak puki nie poznał Lexi, pewnej wampirzycy. Zaprzyjaźnił się z nią, a ona nauczyła go, że może przeżyć nie pijąc ludzkiej krwi. Wtedy to ja stałem się tym "złym", bo znienawidziłem mojego braciszka i chciałem zrobić mu na złość.
- To dziecinne, Wampirku.
- Wiem. Wcześniej byłem bardzo zżyty ze Stefanem, ale odkąd poznaliśmy Katherine zaczęliśmy się kłócić. Resztę historii już znasz.
- Jakoś trudno mi uwierzyć, że Stefan był, jak go nazwałeś, "Rozpruwaczem". Ale mniejsza o to. Powiedz lepiej, co to znaczy, że stałeś się tym złym.
- Już mówiłem, że robiłem wszystko, żeby uprzykrzyć Stefanowi życie, więc skoro stał się "wegetarianinem", ja stałem się jego przeciwieństwem.
- Rozumiem. Wiesz co ci powiem, ciekawa te twoja historia. I dość niewiarygodna.
- Myślisz, że nie wiem, Kity?
  Chciałam odpowiedzieć, ale ktoś zapukał do drzwi

Rozdział 7: Pojednanie

   [Damon]

  Gdy ją przeprosiłem nie odezwałą się wcale. Stałą tylko i patrzyłą na mnie ze zdziwieniem. Dopiero po chwili podeszła do mnie i mnie pocałowała.
  Kiedy się od siebie oderwaliśmy powiedziała z wielkim uśmiechem:
- Ja również cię kocham, Damonie. Aha, i wybaczam ci.
  W tym momencie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Poprawka, wampirem.
  Pocałowałem ją, ona odwzajemniła pocałunek. Rozpiąłem i ściągnąłem jej kurtkę. Moje ręce zaczęły schodzić coraz niżej. W tym czasie moje usta znalazły się na szyi Joan.
  Po chwili odepchnęła mnie od siebie.
- Co się stało?
- Nic, zadzwonię tylko do mamy i poinformuję ją, że nocuję poza domem.
- Dobrze, tylko się pośpiesz.
  Po dosłownie minucieJoan skończyłą rozmawiać. Ja leżałem już na łóżku.
- To na czym skończyliśmy? - Spytała zadziornie, podchodząc do mnie i siadając na mnie okrakiem.
- Na tym, Kity.
  Po chwili nie miałem już na sobie swojej ulubionej koszuli.

     [Joan]

  Rano obudziłam się w objęciach Mojego Małego Wampirka.
- Witaj, Kity. - Powiedział całując mnie w czoło. - Ale z ciebie śpioch. Ale nie dziwię ci się. Po zeszłej nocy...
- Wiem, było cudownie. Niezły jesteś. Ale w końcu masz lata doświadczenia.
- No wiesz! - Powiedział z udawanym oburzeniem.
- A co, może nie mam racji?
- Może i masz. - Uśmiechnął się zawadiacko. - Ty też świętoszką nie jesteś. Sądząc po tym, co wyprawiałaś w nocy.
- Mam 18 lat. Miałam jkuż chłopaka, Wampirku.
- Nie przeszkadza mi to. Słuchaj, wstawaj, bo już dziewiąta, a ja chcę ci jeszcze śniadanie zrobić. Nie możesz przecież głodna do domu wrócić.
- Ty, śniadanie?
- Co cię tak dziwi? Jestem niezłym kucharzem.
- Zobaczymy.
- Wątpisz w moje umiejętności, Kity?
- Ależ skąd. - Powiedziałam z wielkim uśmiechem. Po czym wstałam, założyłam bieliznę, podniosłam jego koszulę z podłogi i skierowałam się w stronę drzwi.
- A ty dokąd?
- Do łazienki. A co, nie mogę?
- Możesz. Ja w tym czasie zrobię ci śniadanie.
- Ok, czekaj na mnie w kuchni.
  Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Kiedy otworzyłąm drzwi zobaczyłam Stefana zakładającego koszulkę. Zauwżyłam, że obaj bracia mają nie złe mięśnie brzucha.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że tu jesteś.

     [Stefan]

  Kiedy ubierałem koszulkę do łazienki weszła Joan w samej bieliźnie. Kiedy mnie zobaczyła wyraźnie się speszyła.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że tu jesteś. - Powiedziała rumieniąc się.
- Nic się nie stało. Już wychodzę. Widzę, że pogodziłaś się z Damonem.
- Hm, no, tak.
- I bardzo się z tego cieszę. - Powiedziałem wychodząc z łazienki.
- Ja też. I jeszcze raz przepraszam.
- Jeszcze raz: nic się nie stało. Do zobaczenia później.
- Pa.
  Poszedłemdo pokoju. Czekałą tam na mnie Elena.
- Wiesz, spotkałem przed chwilą Joan. Wygląda na to, że pogodziła się z Damonem.
- To świetnie. - Stwierdziła Elena z wielkim uśmiechem.
- Wiem. - Też się uśmiechnąłem.
 
     [Joan]

  Gdy Stefan wyszedł z łazienki ja weszłam pod prysznic. Trochę pod nim siedziałam. Po jakimś czasie poczułam, że ktoś mnie obejmuje. Odwróciłam się. Za mną stał Damon.
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem po ciebie, Kity.
- Miałeś czekać w kuchni.
- I czekałem, ale długo cię nie było. Postanowiłem więc, że do ciebie dołączę. - Powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Sio mi stąd! - Powiedziałam wypychając go z kabiny.
- Ok, ok, już idę.
- To idź! I czekaj na mnie w kuchni!

    [Damon]

  Kiedy Joan wygoniła mnie z łazienki poszedłem do kuchni. Siedzieli tam już Elena i Stefan. Zobaczyli mnie i wymienili znaczące spojrzenia i uśmiechy.
- No co?
- Nie, nic. Cieszymy się tylko, że pogodziłeś się z Joan. - Stwierdziła Elena z szerokim uśmiechem.
- Nie tylko wy.
  Zapadło milczenie. Po jakimś czasie w kuchni zjawiła się Joan w mojej koszuli.
- Witajcie.
- Hej. Jak się spało? - Spytała ją Elena. Joan się zarumieniła. Spojrzała na mnie i stwierdziła:
- Dobrze, nawet bardzo dobrze.
- Cieszę się.
- Ja też. To co, Damonie, gdzie to śniadanie?
- Na stole, Kity.
- Jajecznica? Nie za bardzo się postarałeś.

    [Joan]

- Nie kwestionuj jego talentu kucharskiego. - Powiedziała Elena uśmiechając się do mnie. - Jak go znam, to nie jest zwyczajna jajecznica.
- Dobrze. A więc spróbujmy. - Wzięłam widelec i spróbowałam. - Wow, Damonie, pyszna.
- Mówiłem, że jestem niezły w kuchni.
- Nie tylko w kuchni, Wampirku. - Stwierdziłam uśmiechając się do niego zalotnie.
  Kiedy to powiedziałam Elena prawie zadławiła się swoją kanapką, a Stefan spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zaczął się śmiać.
- O co wam chodzi?
- Mówisz do Damona "Wampirku"? - Spytał Stefan krztusząc się ze śmiechu.
- To skrót od "Mój Mały Wampirek". - W tym momencie Stefan i Elena zaczęli się tak strasznie śmiać, że myślała, że zejdą. - Ale co w tym takiego śmiesznego? - Zadając pytanie spojrzałam zdezorientowana na Damona.
- Nic... po prostu... do Da... mona nie... pasuje "Mały Wampirek". - Stwierdziła Elena próbując powstrzymać śmiech.
- Do niego pasuje coś zgoła odwrotnego.
- A czemu?
- Nie ważne, Kity. Jeśli już zjadłaś to się ubierz. Odwiozę cię do domu.
- Co ci tak śpieszno do odwiezienia mnie? Już chcesz się mnie pozbyć? - Spytałam udając oburzoną.

    [Damon]

  Chciałem odpowiedzieć, ale w drzwiach kuchni zobaczyłem Katherine.
- Właśnie, Damonie, tak szybko chcesz się pozbyć dziewczyny, z którą, jak przypuszczam, dopiero się pogodziłeś? Nie ładnie, zważywszy na to, że nasza Czarnulka nieźle wygląda w twojej koszuli. Prawie tak dobrze jak ja czy Elena, którą już kiedyś w niej widziałam. Swoją drogą, nie przeszkadza ci to, że Damon miał bardzo, bardzo dużo dziewczyn przed tobą?
- Czemu miałoby mi przeszkadzać coś co było? Nie znałam go wcześniej. Ja też miałam chłopaka. Wiesz co ci powiem, rozpamiętujesz coś, co było i co już nigdy nie wróci, bo nie potrafisz inaczej wypełnić pustki, którą sama sobie stworzyłaś. Nie wiem co łączyło cię z Damonem, ale tego już nie ma i musisz się z tym pogodzić, Katerino.
- Jestem pod wrażeniem, Czarnulko. Masz gadane.
- Wiem o tym. - Stwierdziła Kity z irytacją. - Aha, i ja mam Damona. - Dodała z szelmowskim uśmieszkiem.
  Katherine nie odpowiedziała, ale w jej oczach dostrzegłem złość i podziw dla mojej Joan. Zauważyłem, że Elena chciała coś powiedzieć, ale powstrzymałem ją kręcąc głową.
  Spojrzałem na Joan, która mierzyła się wzrokiem z Katherine. Postanowiłem to przerwać:
- Kity, idź się ubrać. Zawiozę cię do domu.
- Jak chcesz. - Powiedziała Kity z wyrzutem. - Ale jak zejdę jej ma tu już nie być!

    [Joan]

  Poszłam na górę, do pokoju Damona, Nie spodziewałam się nawet, że mogę być dla kogoś aż tak niemiła. Szczególnie dla osoby, którą dopiero poznałam, ale Katerina mnie sprowokowała. Nie wiem kim ona była dla Damona, a on dla niej, ale się dowiem.


Rozdział 6: Przepraszam Kity

       [Stefan]

  Wsiadłem do auta i pojechałem do Joan. Kiedy zapukałem drzwi otworzyła mi jej mama.
- Witam, jestem Stefan Salvatore, brat Damona. Jest Joan?
- Witaj. Tak, wejdź. Joan jest w swoim pokoju. Schodami na górę, drugie drzwi po lewej.
- Dziękuję. - Powiedziałem i skierowałem się do pokoju dziewczyny.
  Gdy stanąłemprzed drzwiami i zapukałem usłyszałem zapłakany głos Joan:
- Damonie, jeśli to ty, to nie mam ochoty z tobą rozmawiać!
- To nie Damon, tylko Stefan. Mogę wejść?
- Tak, jasne.
  Wszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku obok ocierającej łzy dziewczyny.
- Po co przyszedłś?
- Porozmawiać.
- O czym?
- O moim bracie.
- Słucham.
- Damon wrócił do domu pół godziny temu. Był przygnębiony. Nie widziałem go takiego od rzekomej śmierci Katherine. Jesteś dla niego kimś wyjątkowym. Proszę, porozmawiaj z nim.
- Nie mam o czym.
- Masz, uwierz mi. On cierpi.
- Przejdzie mu. Tylko się mną bawił. Ciekawe ile było takich naiwnych jak ja?
- Nie wiem, dużo. Ale to było zanim poznał Elenę. Ty jesteś jego pierwszą dziewczyną od tamtego czasu. Proszę cię, porozmawiaj z nim. Najlepiej jeszcze dziś. On cierpi.
- No dobrze. Zawieź mnie do niego.
- Tylko może się przebierz, bo na dworze jest dość chłodno.

     [Joan]

- Ok. - Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy i poszłam się przebrać. Po chwili byłam już gotowa.
- To co, jedziemy? - Spytał Stefan.
- Tak, oczywiście.
  Zeszliśmy na dół, a ja zakomunikowałam rodzicom, że jadę do Damona.
  W samochodzie cały czas myślałam, czego dowiem się od Mojego Małego Wampirka.

       [Damon]

  Poszedłem do siebie. Po chwili ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Mogę wejść? - To była Elena.
- Jasne, wchodź Księżniczko.
  Usiadła obok mnie i milczała. Po chwili odezwała się:
- Stefan pojechał do Joan.
- Co? Po co?
- Chce ją przekonać, żeby z tobą porozmawiała.
- Co ten mój brciszek nagle taki pomocny się zrobił?
- Widzi jak cierpisz.
- Ciekawe.
- Ja również, Damonie.
- Nie cierpię! - Krzyknąłem wstając.
- Mnie nie oszukasz. Cierpisz, Damonie. Widzę to. - Mówiąc to wstała, podeszła do mnie i mnie przytuliła.
  Ja odsunąłem ją nieco od siebie i spojżałem jej głęboko w oczy.
- Masz rację, Eleno. Ale nie wiesz dlaczego.
- Wiem, Damonie. Wiem to aż za dobrze.
- Tak ci się tylko zdaje. Cierpię, bo kocham i ją i ciebie, Eleno. Cierpię, że nie mogę być z tobą i cierpię, bo dowiedziała się, że ciebie kocham zanim zdążyłem jej o tym powiedzieć i zanim powiedziałem jej co do niej czuję.
  Elena nic nie odpowiedziała, tylko mnie przytuliła.
  Po chwili usłyszałem, że ktoś wchodzi do domu. Elena chyba też to usłyszała, bo oderwała się ode mnie i bez słowa wyszła z pokoju, a ja znowu usiadłem na łóżku.

       [Joan]

  Kiedy weszłam ze Stefanem do willi Salvatore'ów zobaczyłam schodzącą po schodach Elenę.
- Bardzo dobrze, że przyszłaś, Joan. On strasznie cierpi.
- Wiem, Stefan mi powiedział. To ja idę do Damona.
  Kiedy weszłam do pokoju Mojego Wampirka zobaczyłam go siędzącego tyłem do mnie na łóżku. Usłyszał mnie i wstał. Gdy się do mnie odwrócił zobaczyłam łzy w jego oczach.
- Damonie, ty płaczesz?
- Nie. - Zaprzeczył oczywistemu.
- Widzę przecież.
- Ok, może i tak.
- Dobra, nie ważne. O czym chciałeś porozmawiać?
- Chciałem cię przeprosić. Przepraszam, Kity. Przepraszam za to, że nie dowiedziałaś się o tym, że również kocham Elenę odemnie, tylko od Katherine...
- Czekaj, czekaj! - Pzrerwałam mu. - Jak to również? Chcesz powiedzieć...
- Tak! - Nie dał mi dokonczyć. - Kocham i ciebie i Elenę, Kity. Jesteś wyjątkowa, rozumiesz? Kocham cię! - Kiedy to mówił łza spłynęła mu po policzku. Nie sądziłam, że Damon może się rozpłakać. - Wybacz mi proszę.

Rozdział 5: Cios

   [Joan]

  Nie wiedziałam o co chodzi. Nagle przy moim boku pojawiła się Katerina.
- Najpewniej nie wiesz o co chodzi, mam rację?
- Tak. Wytłumaczysz mi?
- Obaj, Stefan i Damon, kochają Elenę i chcą jej bronić.
- Co? Damon kocha Elenę?
- Owszm, Czarnulko. Chociaż...
  Nie chciałam wiedzieć nic więcej. Chwyciłam kurtkę i wybiegłam z willi. Złapałam stopa i wróciłam do domu.
  Tam nawet nie przywitałam się z rodzicami, tylko od razu pobiegłam na górę. Ściągnęłam kurtkę, walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć. Po chwili do mojego pokoju zapukał mój brat.
- Młoda! Mogę wejść?
- Czego chcesz? - Spytałam zapłakanym głosem.
- Co się stało? - Spytał z zatroskaniem siadając obok mnie na moim łóżku.
- Nic!
- Siostra, przecież widzę.
- Nic się nie stało, na prawdę.
- Nie denerwuj mnie, młoda. Nie jestem ślepy. Gadaj!
  Mój kochany braciszek, zawsze wie, czy coś się stało. Nie miałam wyjścia i opowiedziałam Louisowi o Damonie, Elenie, Klausie, Rebekah i Katerinie. Pominęłam oczywiście fakt najważniejszy. Pomimo tego, że byłam wkurzona na Damona, to jednak coś mu obiecałam.

   [Damon]

  Kiedy Joan wybiegła z domu ja znów przygwoździłem Karherine do ściany.
- Co ty jej powiedziałaś?
- Prawdę, Damonie.
- Jaką prawdę?
- Kochasz Elenę.
  Chciałem przyduśić ją mocniej ale zrazygnowałem. Puściłem Katherine, wyszedłem z salonu i poszedłem do siebie. Nie obchodziło mnie już co Klaus zrobi Elenie.
  Wszedłem do pokoju, usiadłem na łóżku i zacząłem myśleć, jak to wszystko odkręcić. Dzwoniłem do Joan parę razy, ale ona nie odbierała.

   [Joan]

  Następnego dnia nie miałam najmniejszej ochoty iść do szkoły. Siedziałam tylko przed telewizorem i ogląłałam filmy.
  Damon cały czas do mnie dzwonił albo pisał. Nie miałam siły z nim rozmawiać, ani mu odpisywać.
  Koło trzeciej po południu ktoś zadzwonił do drzwi. Nie otwierałam, bo wiedziałam, że rodzice wrócą dopiero koło szóstej, a Louis po pracy jak zawsze pojechał do swojej dziewczyny.
- Joan! Otwórz, proszę! Chcę z tobą porozmawiać! - Usłyszałam krzyk Damona dochodzący zza drzwi.
  Postanowiłam, że nie będę otwierać, ani mu odpowiadać. Udam, że mnie nie ma i chłopak sobie pójdzie.
- Joan! Wiem, że tam jesteś! Słyszę telewizor.
  No tak, ten jego wampirzy słuch. Czemu ja o tym nie pomyślałam?
- Odejdź! Nie chcę z tobą rozmawiać!

   [Damon]

- Proszę cię, Joan!
- Odejdź! - Usłyszałem stanowczy sprzeciw.
- Kity, pogadajmy!
- Nie mam ochoty z tobą gadać! Odejdź!
- Dobrze, jak chcesz! - Powiedziałem odchodząc. Wsiadłem do samochodu o odjechałem. Jeździłem bez celu po miasteczku. Musiałem ochłonąć.
  Przy Joan zapominałem, co czuję do Eleny. Wiedziałem, że jest wyjątkowa. Może nie tak jak Elena, ale jednak inna niż te wszystkie puste lale. Zauważyłem to już wtedy w restauracji, kiedy dostrzegła, że, jak to ona by powiedziała, jest we mnie coś nie z tego świata.
  Pomyślałem kiedyś, że jeśli Stefan ma Elenę, to mi również uda się znalźć wyjątkową dziewczynę. I znalazłem, Joan.
  Ale Katherine jak zwykle musiała mi wszystko rozpieprzyć. Nienawidzę jej. Kiedy myślę, że kiedyś ją kochałem, brzydzę się samym sobą. Ta suka nigdy nie odpuści.
  Cholera, czemu to akurat mnie musiała się to przytrafić?
 
   [Elena]

  Damon wrócił dopiero po kilku godzinach. Wszedł dosalonu, spojrzał na mnie i Stafana, po czym podszedł do barku i nalał sobie koniaku.
- I co? Porozmawiałeś z nią? - Spytałam.
- Nie. Nawet nie chciała wpuścić mnie do domu.
- To krucho. - Stwierdził Stefan.
- Serio? Nie chcę o tym gadać.
  Wyszedł z pokoju, a ja bezradnie spojrzałam na mojego ukochanego.
-Wiesz co? Pójdę do Damona. Może ze mną porozmawia. - Powwiedział Stefan po chwili namysłu.
- Zły pomysł. Wiesz przecież, że z tobą nie będzie rozmawiał. Ja pójdę.
- Dobrze, a ja w tym czasie pojadę do Joan. Spróbuję ją przekonać, żeby pogadała z Damonem.
- Ok. To do zobaczenia później.
  Pocałowałam go na do widzenia i poszłam na górę.

Rozdział 4: Nowi znajomi

   [Elena]

  Kiedy tak opowiadałam Joan o Stefanie i Damonie zrozumiałam, że czuję coś także do starszego z braci Salvatore. Dziwne, bo ja nie chcę być jak Katherine. Nie chcę wykożystywać ani jednego, ani drugiego. A jednak kocham ich obu. Jak ona.
  Po rozmowie wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu. Chciałam porozmawiać z chłoapkami.
  Kiedy weszłam do środka Damon szykował się do wyjścia.
- Wybierasz się gdzieś?
- A gdzie "Witaj, Damonie. Jak się masz, Damonie?", co?
- Witaj, Damonie. Wybierasz się gdzieś?
- Witaj, Eleno. Tak, wybieram się do Cheesy Witch. Umówiłem się z Joan. A co?
  Ze też o tym nie pomyślałam. Przecież moja nowa przyjaciłka została w barze.
- Nie, nic. Chciałam pogadać z tobą i Stefanem. Ale skoro tak, to porozmawiamy później.
- Dobrze. Do widzenia, Księżniczko.
- Pa.
  Jak ja uwielbiam jak nazywa mnie Księżniczką. "Hola, hola - skarciłam się w duchu. - To ze Stefanem jesteś, a Damon ma nową dziweczynę, wię bez takich."
  Weszłam do salonu, w którym czekał już na mnie mój ukochany.
- Witaj, Skerbie. O czym chciałaś porozmawiać ze mną i z Damonem?
- Jak wróci, to się dowiesz. Teraz mam inne plany.
  Podbiegłam do niego i namiętnie go pocałowałam.
- Rozumiem. - Powiedział Stefan z wielkim uśmiechem odwzajemniając pocałunek.


Tydzień później

[Joan]

Siedziałm sama w Cheesy Witch. Po chwili pojawił się Damon. Rozmawialiśmy, potem poszliśmy pograć w bilarda. myślałam, że go ogram, ale myliłam się.
- Grasz w bilarda? - Spytałam ździwiona.
- Mówiłem, że jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
  Po frejmie* poszliśmy spowrotem do stolika. Po chwili postanowiliśmy, że pojedziemy do Damona.
  Kiedy weszliśmy do domu w salonie zobaczyłam Elenę.
- Cześć, Eleno. - Chciałam do niej podejść, ale Damon mnie zatrzymał.
- To nie jest Elena.
- Co ty gadasz? Ślepy jesteś?
- To nie jest Elena! - Powiedział stanowczym głosem.
- Ty na prawdę jesteś ślepy, Damonie.
- Powtarzam po raz kolejny: to nie jest Elena.
- W takim razie kto?
- Katerina. - Odpowiedział ktoś stojący za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego blondyna o niebieskich oczach.
- A ty to kto? - Spytałam podejrzliwie.
- Klaus, miło mi. A ty, piękna?
- Joan. Niech zgadnę, kolejny wampir?
- Nie do końca..
- Klaus jest hybrydą. - Wtrąciła blondynka, która nagle pojawiła się obok chłopaka.
- Pół wilczek, pół wampir. - Wyjaśnił znudzonym głosem Damon.
- Wyjaśniam "wilczek" to wilkołak. - Znów odezwała się blondynka.
- Dzięki. Kim jesteś?
- Rebekah, siostra Klausa, była Stefana, jedna z Pierwszych, bla, bla, bla. - Mówiąc to Katerina wstała i podeszła do mnie. - Wiesz, że twój ukochany gustuje w twoim typie urody?
- O co ci chodzi?
- Ciemne włosy, ciemne oczy... Czarnulka...
- Zamknij się, Kathrine! - Krzyknął Damon i rzucił się na Katerinę przygważdżając ją do ściany. - Co ty tu tak właściwie robisz?
- Pokazałam Panu hybrydzie gdzie mieszkacie.
- Dlaczego?
- Szukałem swojej chodzącej torebki z krwią.
- A ja chciałam poznać twoją nową ukochaną. Niezła jest, choć ja jestem lepsza.

    [Damon]

- Ty suko! - Wrzasnąłem przyduszając Katherine mocniej.
- O co jej chodzi, Damonie? - Spytała wyraźnie zdezorientowana Joan.
- O to, że nigdy nie odpuści. - Powiedział mój braciszek nagle zjawiając się w pokoju wraz z Eleną.
- Przepraszam, że przerwę, ale muszę. Pebekah, skarbie, zabierz, proszę Elenę do pokoju obok. A wy, Stefanie i Damonie, nie denerwujcie się. Wezmę tylko pół litra i już nas nie ma. - Wtrącił Klaus.
  Puściłem Katherine i po sekundzie stanąłem obok Stefana, zasłaniając swoim ciałem Elenę.
- Nie tkniesz jej!
- Damonie, Stefanie, puście mnie.
- Eleno, czy ty musisz zawsze wszystko utrudniać?
- To tylko pół litra, dam mu je, a on odejdzie.
- Wiesz dobrze, że wróci po kolejne pół. - Wsparł mnie Stefan.

*frejm - runda w bilardzie lub snookerze

Rozdział 3: Mój Mały Wampirek

  Następnego dnia, kiedy wychodziłam do szkoły, pod moim domem stało auto Damona. Gdzy mnie zobaczył wysiadł z samochodu i zaczął iść w moją stronę. Zdziwiło mnie to, że pomimo minusowej temperatury miał na sobie skórzaną kurtkę.
  Nagle poczułam, że ktoś mnie podnosi. Domyśliłam się, że to Damon, który z wampirzą prędkością znalazł się za mną.
- Aaaaa! Damon, co ty robisz?
- A co? Nie mogę nawet zanieść mojej dziewczyny do samochodu, którym zawiozę ją na zajęcia?
- Nie, kochany. Moja mama nas zobaczy.
- Nie ważne. - Powiedział i mnie pocałował.
- Waźne, Demonie. Postaw mnie na ziemi!
- Nie ma takiej opcji. Puszcę cię dopiero przy samochodzie. - I znów mnie pocałował.
- Dobrze, niech ci będzie.
  Po chwili stałam już na własnych nogach, a Damon szarpał się z drzwiami samochodu.
- Cholerny zamek. Akurat teraz musiał się zaciąć? - A po chwili dodał otwierając drzwi. - Załatwione. Wsiadaj, Kity.
  Wsiadłam, a dosłowmie po sekundzie Damon siedział już za kierownicą. Minę miał jednak nie wesołą, jakbu coś go martwiło.
- Damonie, coś się stało?
- Czemu pytasz?
- Bo wyglądasz jakby coś się stało. Co takiego?
- Nic, rozmawiałem tylko ze Stefanem.
- Więc co cię tak martwi?
- Mój braciszek stwierdził, że nie powinienem ci mówić, o wiesz czym, bo nie wiadomo czy komuś nie powiesz. Chodziło mu tylko o to, że im mniej ludzi wie czym jesteśmy, tym lepiej.
- Wiem, rozumiem. Możecie mi zaufać, nikomu nie powiem. Obiecuję!
- Wierzę i ufam ci. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, bo już kiedyś tak się stało. Musiałem uciekać z Mistic Falls, miasteczka w którym mieszkałem wcześniej.
- Spokojnie, mi możesz zaufać.
- Mam nadzieję. Ok, nie rozmawiajmy już o tym.
- Dobrze. Wiesz co? Ty mnie nazywasz "Kity", a ja ciebie po prostu Damon.
- I co w związku z tym?
- To, że ja też chcę wymyślić ci jakieś przezwisko.
- Nie mam nic przeciwko.
- Ok, to może "Mój mały wampirek"?
- Mały wampirek? Może nie zauważyłaś, ale ja nie jestem mały. Ale podoba mi się.
- No to od teraz jesteś Mały wampirek.
- Jak chcesz.
- Mały wampirek, wampireczek, wampiruś, wam...
- Dobrze, dobrze, już przestań. - Powiedział Damon śmiejąc się.
- Ty się nie śmiej, tylko na drogę patrz, bo zaraz zjazd przegapisz.
  W tym momencie wampir skręcił kierownicą bardzo gwałtownie, a po chwili auto się zatrzymało.
- No Kity, jesteśmy.
- Ok, to idę.
- A buziak na do widzenia?
  Pocałowałam go w policzek i wysiadłam z samochodu. Nagle chłopak pojawił się przy mnie.
- To miało być buzi na do widzenia? - Po czym przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Jak on super całuje.
- To był buziak na dowidzenia. - Stwierdził z szerokim uśmiechem i wyraźną nutką satysfakcji w głosie.
- Będę pamiętać, Mój mały wampirku. Ok, muszę juź iść.
- Przyznam, że niechętnie cię wypuszczam.
- Słodkie. Pa.
 
  [Damon]
 
  Gdy zniknęła w drzwiach szkoły wsiadłem do samochodu i odjechałem. Pojechałem do domu. Kiedy wszedłem do salonu na kanapie siedziała Katherine.
"Super - pomyślałem - czego ona znowu chce?"
- Katherine, cóż za niemiła niepodzianka. Czego chcesz?
- Widziałam twoją nową ukochaną, Damonie. Co, już nie chcesz odebrać Eleny Stefanowi.
- Nie twoja sprawa!
- Czemu nie chcesz mieć mnie?
- Ty nigdy sobie nie odpuścisz.
- Och, Damonie, przecież ja i ukochana Stefana jesteśmy takie same.
- Może z wyglądu, ale Elene w porównaniu do ciebie nie jest zwykłą suką.
- Przecież mnie kochałeś.
- Masz racje, kochałem, teraz już nie. Wynoś się stąd!
- Dobrze, ale pamiętaj, ja tego tak nie zostawie.
- Ok, ok. Wynocha! - Krzyknąłem wypychając ją za drzwi.
  Ta Katherine naprawdę nie może dać sobie spokoju ze mną i Stefanem. Owszem przemieniła nas w wampiry, ale nic więcej już mnie z nią nie łączy.
 
   [Joan]
 
  Zajęcia skończyłam o 15:00, a że w Cheesy Witch miałam być o 16:00, postanowiłam, że się przejdę.
  Kiedy weszłam do bary Elena już na mnie czekała.
- Cześć, Joan! - Zawołała gdy mnie zobaczyła. - Siadaj.
- Cześć. No, opowiadaj.
- Spokojnie, najpierw coś zamów.
  Zamówiłam kawę i zaczęłyśmy rozmawiać. Dowiedziałam się, że Damon jest inny niż Stefan.
- Ale przez to jest więcej tak zwanych atrakcji. - Stwierdziła z szerokim uśmiechem Elena.
- To znaczy?
- Chłopaki mają różne charaktery, więc nie we wszystkim się zgadzają. Kłócą się, a te kłótnie zmieniają się czasem w wielkie wampirze awantury. Muszę ich rozdzilać, bo kłócą się zazwyczaj o sprawy dotyczące mojej osoby. Skoro ty pojawiłaś się w życiu Damona, to mam nadzieję, że to się skończy.

Rozdział 2: Zdjęcie

Następnego dnia mama pokazała mi zdjęcie, na którym byli moja prababcia i... Damon. Mama zauważyła moje zdziwienie i spytała co się stało.
- Ten chłopak na zdjęciu... Wygląda zupełnie jak Damon.
- Może jest tylko bardzo podobny.
- Nie, mamo, on jest identyczny. Musze z nim pogadać. Natychmiast.
Od razy zadzwiniłam do Damona i powiedziałam, że musimy się spotkać. Umówiliśmy się na piątą wieczór w Cheesy Witch, jednym z barów w New Witch.

Na umówionym spotkaniu pojawiłam się przed Damonem. Czekałam na niego ze zdjęciem w ręku. Kiedy wszedł do baru i podszedł do stolika, przy którym siedziałam, nawet się z nim nie przywitałam, tylko od razu spytałam:
- Kim, albo raczej czym jesteś?
- Nawet się ze mną nie przywitasz.
- Nie! Odpowiadaj jak pytam!
- Nie rozumiem, o co ci chodzi?
- O to. - Powiedziałam pokazując mu zdjęcie. - Wiedziałam, że w tobie jest coś nie z tego świata. Liczę, że teraz dowiem się co takiego.
- Skąd masz to zdjęcie? Nie ważne. Powiem ci, ale nie tutaj.
- A gdzie?
- Jedźmy do mnie. Tylko się trochę uspokuj, bo jesteś wkurzona.
- Doprawdy? Ok, już się uspokajam.
Po chwili siedziałam już w samochodzie Damona. Nawet nie spostrzegłam kiedy dojechaliśmy pod jeden z najdroższych domów w New Witch. Po kolejnej chwili znalazłam się w salonie tej pięknej willi. Po paru minutach odezwał się Damon:
- Usiądź, proszę.
- Dobrze, usiadłam. Teraz dowiem się kim jesteś?
- To co usłyszysz może być dla ciebie szokujące.
- Nie ważne. Chcę się dowiedzieć.
- Dobrze. Ja i mój brat jesteśmy wampirami. Pewnie się mnie teraz boisz, nie dziwię ci się.
- Nie boję się, tylko mam kilka pytań.
- Odpowiem na każde.
- Po perwsze: pijecie ludzką krew?
- Ja tak, ale ostatnio w większości z worków. Stefan jest wampirzym wegetarianinem.
- Nie rozumiem...
- Poluje na zwierzątka futerkowe, typu wiewiórki.
- Aha. Po drugie: potrafisz czuć tak jak ludzie?
- Niektóre wampiry wyłączają ludzkie odruchy i uczycia. Ja do nich nie należę. Inne, jak ja i Stefan, czują inaczej, bardziej intensywnie niż ludzie.
- Po trzecie: Jak się zostaje wampirem? Wystarczy jedno ugryzienie?
- Proces jest dużo bardziej złożony. Najpierw musisz napić się krwi wampira, później trzeba cię zabić, po przebudzeniu jesteś w fazie przejściowej, w trakcie której musisz napić się ludzkiej krwi, żeby przeżyć. Później jesteś już wampirem.
- Po czwarte: masz jakieś dodatkowe zdolności?
- Ty wcale nie jesteś w temacie. - Stwierdził z szerokim uśmiechem. - A więc tak, mam dodatkowe zdolności.
- Jakie?
- Słyszę bardzo bobrze na długie odległości oraz jestem bardzo szybki. Ma to swoje plusy i minusy.
- Pokażesz mi swoje kły?
- Jeszcze nie. Nie chcę cię wystraszyć na samym początku znajomości.
- Dobrze, jak chcesz. Jeszcze jedno.
- Tak?
- Ile ty masz właściwie lat.
- Dużo.
- To znaczy?
- Ponad sto pięćdziesiąt.
- Nie chcesz mi powiedzieć, to nie. Ale pamiętaj, że będę chciała się dowiedzieś później.
- Dobrze, apamiętam.
  Rozmawialiśmy jeszcze długo. Po jakimś czasie do domu wrócił brat Damona ze swoją dziweczyną - Eleną. Z nimi także rozmawiałam. Byli bardzo mili. Z Eleną umówiłam się na spotkanie następnego dnia. Oboecała mi, że opowie jak to jest żyć w związku z wampirem.

  Do domu wróciłam dopiero przed północą. Mama już spała, więc nie musiałam się tłumaczyć. Op razu poszłam do swojego pokoju. Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam nat tym co powiedział mi Damon. Nie wierzyłam, ale z dugiej strony, mógłby mnie okłamać? Na pewno nie. Momo, że znam go dopiero kilka dni, już ufam mu bezgranicznie.

Rozdział 1: Kino

W sobotę od rana nie mogłam się doczekać. O siedemnastej wyszłam z domy. Miałam jeszcze pół godziny, więc się nie śpieszyłam. Pod kino dotarłam jakieś 10 minut przed czasem. Ku mojemu zdziwieniu Damon już tam był.
- Witaj, Kity.
- Cześć, Damon. Co ty tu robisz tak wcześnie?
- Czekam na ciebie. A ty
- Widocznie za wcześnie wyszłam z domu.
- A, ok. To co, idziemy kupić bilety, czy będziemy tak tutaj stać?
- Idziemy.
- Panie przodem. - Powiedził otwierając przede mną dzrzwi.
- Nie wiedziałam, że jesteś dżentelmenem.
- Znamy się dopiero kilka dni, więc jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Na przykład jakich?
- Domyślam się, że po moim nazwisku domyśliłaś się, że jestem Włochem.
- Oczywiście, ale ja pytałam o rzeczy, których o tobie nie wiem.
- Dowiesz się w swoim czasia. Ok, ja idę kupić bilety.
Zdziwiłam się, że Damon był taki tajemniczy, ale postanowiłam nie naciskać. Jak będzie chciał, to sam mi powie. Usiadłam i czekałam, aż kupi bilety.
Kiedy Damon odchodził od kasy, podeszła do niego jakaś para. Nie słyszałam co mówią, ale zdawało mi się, że się kłócą. Kiedy wrócił do mnie, spytałam go o tę dwójkę.
- To mój młodszy brat, Stefan i jego dziewczyna.
- Czyli to jedna z tych rzeczy, których o tobie nie wiedziałam, tak?
- No, tak.
- A czego jeszcze ie wiem?
- Powiedziałem, dowiesz się w swoim czasie!. - Wybuchnął nagle.
- A to następna: jesteś impulsywny, wybuchowy i nieprzewidywalny, mam rację?
- Nie rozmawiajmy już o mnie. - Powiedział już spokojnym głosem. - Porozmawiajmy o tobie. Czego ja o tobie nie wiem?
- Też mam brata, z tym, że starszego.
- Już coś nas łączy.
- Rzeczywiście. Jestem lekko świrnięta, ale pozytywnie.
- Nie rozumiem.
- Na początku wiele osób tego nie rozumie. Zeby zrozumieć musisz mnie lepiej poznać. Chodźmy już , za chwikę zaczyna się film.
- Ty idź, ja jeszce kupię nam popcorn.
- Tylko się pośpiesz, bo cię na salę nie wpuszczą.
- Wpuszczą, wpuszczą, zobaczysz.
Weszłam na sale i usiadłam nieco z tyłu. Po chwili film się zaczął, a Damona jeszcze nie było. Po kilku minutach ktoś usiadł obok mnie i podsunął mi wielki kubeł popcornu.
- Ominęło mnie coś, Kity?
- Nie, film dopiero się zaczął. Gdzie ty byłeś tak długo?
- Czekałem na popcorn. Ta wredna baba ze sklepiku nie chciała mi go sprzedać?
- Czemu?
- Bo jest wredna. Dobrze, porozmawiamy później. Teraz oglądajmy.
Mniej więcej w połowie filmu poczułam, że chłopak mnie obejmuje.
- Damonie co ty robisz?
- Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie, nie mam.
Do końca filmu przesiedzieliśmy przytuleni. Po seansie Damon powiedział, że ma dla mnie niespodziankę.
- Jaką?
- Zabieram cię do restauracji, tyu niedaleko.
- Super. No to jedźmy. - Zgodziłam się i trochę zdziwiłam, bo w okolicy była tylko najdroższa restauracja w mieście.
Rzeczywiście Damon przywiózł mnie właśnie do niej.
- Daminie, pierwsza randka i już takie ekskluzywne miejsce? Masz gest, chłopaku.
- Dla Kity wszystko.
Weszliśmy do restauracji i od razu ztrzymał nas kelner.
- W czym mogę państwu pomóc?
- Stolik dla dwojga poprosimy.
- Mają państwo rezerwację?
Damon spojrzał na kelnera jakoś dziwnie i stwierdził:
- Nie potrzebujemu rezerwacji, a ty zaraz znajdziesz nam najlepszy, wolny stolik dla dwojga.
- Już szukam, proszę pana. Proszę za mną.
Przy stoliku spytałam mojego towarzyszaco zrobił temu chłopakowi.
- Nic, poprosiłem tylko, żeby znalazł nam stolik, nic więcej.
- Jesteś pewien? Damonie, nie kłam. Gdybyś go tak zwyczajnie poprosił, odmówiłby, bo nie mamy rezerwacji. Co ty mu zrobiłeś?
- Nic, Kity, na prawdę.
-Nie kłam! Spojżałeś mu w oczy, a on wykonał twoje polecenie.
- Zwykły urok osobisty. - Powiedział z wielkim uśmiechem. - Nic więcej.
- Nie żartuj! To było dziwne. Magiczne. W tobie jest coś nie z tego świata. Co takiego?
- Bystra jesteś. Poznamy się lepiej, to wtedy ci powiem.
- Chcę wiedzieć teraz.
- Nie rozmawiajmy już o tym. Powiem ci w swoim czasie. A teraz zjedzmy kolację.
- Zgoda. Przepraszam, nie powinnam...
- Nic się nie stało. - Nie dał mi dokończyć. - Zamów coś, Kity.
- Czyśbyś zapomniał jak mam na imię?
- Nie, nie zapomniałem, Joan. Po prostu lubię nazywać cię Kity.
- To dobrze. A więc jedzmy.
W ciągu tamtego wieczora jeszcze raz wydzrzyło się coś dziwnego. Kiedy kelner podszedł do naszego stolika pytając, czy cegoś nam jesze nie potrzeba i powiedzieliśmy, że nie, położył na blacie rachunek. Wynosił aż 500 dolarów. Wtedy Damon poprosił kelnera na słówko. Widziałam jak znów patrzył na chłopaka tym dziwnym wzrokiem. Pochwili kelner odszedł w stronę kuchni, a mój towarzysz wrócił do mnie.
- O czym rozmawialiście?
- Zobaczysz.
- Znów ta tajemniczość.
Nie odpowiedział nic, tylko się uśmiechnął. Po kilku mintach znów podszedł do nas kelner i z uśmiechem stwierdził, że nie zapłacimy za posiłek, ponieważ firma pokryje koszty. To już było na prawdę dziwne. Po kolacji Damon podwiózł mnie do domu. Pożegnałam się z nim i weszłam do środka.
- Kim był ten chłopak? - Spytała mama.
- Damon Salvatore, nowy w New Witch.
- Salvatore, tak? Twoja prababka znała kiedyś chłopaka o tym nazwisku. Jutro poszukam ich zdjęcia, Może znajdziesz między nimi jakieś podobieństwo. Teraz idź już

Prolog

Kiedy go poznałam była zima. Szłam właśnie ze szkoły. Na moje nieszczęście, albo w później zaistniałej sytuacji: na szczęście, miałam śliskie buty. W pewnym momencie poślizgnęłam się. Upadłabym, ale ktoś mnie złapał.
- Powinnaś bardziej uważać. - Powiedział męski głos. - Może ci się coś stać.
- Zapamiętam, ale nic nie poradzę na to, że mam śliskie podeszwy.
- W sumie masz rację.
Spojrzałam na niego i zatonęłam w jego wielkich, niebieskich oczach. Dopiero po chwili zdałam sibie sprawę z tego, że chłopak nadal trzyma mnie w ramionach.
- Możesz mnie już puścić.
- Proszę? A tak! Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Jestem Damon Salvatore. A ty?
"Super - pomyślałam - on jest Włochem."
- Jestem Joan Cat. Głupie nazwisko, wiem.
- Wcale nie. Piękne nazwisko dla pięknej dziewczyny.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co. Będę nazywać cię "Kity", mogę?
- Możesz nazywać mnie jak sobiechcesz, ale mam jeden warunek. Musimy się jeszcze kiedyś spotkać.
- Na pewno. Daj mi swój numer telefonu, umówimy się kiedyś.
- Ja mam inną propozycję, Damonie. W sobotę o osiemnastej grają fajny film. Chciałam iść na niego sama, ale skoro cię poznałam...
- ... to chciałabyś pójść ze mną. - Dokończył za mnie - szybka jesteś, Kity. W takim razie będę czekał pod kinem pół do szóstej.
- Ok, to jesteśmy umówieni. Pa.