piątek, 23 maja 2014

Rozdział 12: Nowy dom

        [Joan]

  Ocknęłam się w jakimś nieznanym mi domu. Nade mną stał Klaus.
- Co ja tu robię?
- Witaj w swoim nowym domu, kochana.
- Swoim nowym czym?
- Skoro potwierdziło się, że jesteś członkiem mojego rodu, będziesz mieszkać razem ze mną i moim rodzeństwem.
- Chyba chory jesteś! Odwieź mnie do domu, w tej chwili!
- Dobrze, jak sobie życzysz.

        [Damon]

  Rano pojechałem do Joan. Musiałem z nią porozmawiać.
  Kiedy przyjechałem pod dom Kity zobaczyłem, że drzwi są otwarte. Wszedłem do środka i poszedłem szukać Joan i jej rodziców. Jej nie znalazłem, znalazłem za to ciała państwa Cat. Były całkowicie wysuszone.
  Szukałem jakichś śladów, jakiegoś tropu, który doprowadziłby mnie do dowiedzenia się co się tu stało. Po chwili usłyszałem podjeżdżający pod dom samochód i wyszedłem na podwórze. Zobaczyłem Joan wysiadającą z auta Klausa.
- Co ty tu robisz, zdrajco? - Spytała przechodząc koło mnie.
- Lepiej tam nie wchodź.
- Nie będziesz mi rozkazywał. - Powiedziała wkurzona i weszła do środka. Kiedy zobaczyła swoich rodziców odwróciła się do mnie i zapytała. - Co im zrobiłeś, świrze?
- Nic. Jak tu dzisiaj przyjechałem, drzwi były otwarte, więc wszedłem i zastałem to.
  Nic nie odpowiedziała, tylko pobiegła na górę.
- Gdzie ciało mojego brata? Gdzie je wywiozłeś? Co z nim zrobiłeś?
- Nie było tu żadnych zwłok, oprócz twoich rodziców. Czekaj, stop. Czemu myślałaś, że ciało Louisa będzie w twoim pokoju?
- Bo tu go zabiłam.
- Że co proszę?!
- Zahipnotyzowałem ją. - Odezwał się Klaus.
- Aha, czyli już wiemy kto zabił twoich rodziców, Kity.
- Co takiego?
- Twój brat miał w organizmie moją krew, więc skoro go zabiłaś, ocknął się jako wampir. Czuł nieokiełznany głód, więc dopadł i wysuszył twoich rodziców. Teraz pewnie ukrywa się w jakiejś ciemnej norze. Wystarczy go tylko znaleźć przed nocą, żeby nikogo więcej nie zabił.
- Louis nie jest mordercą, kretynie! Za to ja jestem. Zabiłam go! To wszystko moja wina.
  Joan zaczęła panikować. Chodziła po całym pokoju i powtarzała, że to jej wina.
- No świetnie, druga Elena. Ty to masz dar do wybierania dziewczyn.
- Zamknij się, Klaus! - Złapałem Joan i zmusiłem ją, żeby spojrzała mi w oczy. - Hej, Hej! Kity! Uspokój się! To nie twoja wina, tylko Klausa. Przestań panikować! Znajdziemy Louisa i wszystko będzie dobrze, ok?
- Ok.
- Dobrze. Znajdziemy go. Ale jest mały problem. Co zrobimy z ciałami? - Wtrącił Klaus.
- Albo ukryjemy, albo zostawimy na podwórzu i powiemy, że zaatakowało ich jakieś zwierzę.
- Ale ty jesteś durny, Damon. Jakbyś nie zauważył mieszkam w środku miasta. Kto ci uwierzy w napad zwierzęcia?
- Wściekły pies, Kity.
- Sam jesteś wściekły pies. Po pierwsze: wściekłe psy raczej nie rzucają się człowiekowi do szyi i nie wysuszają z niego całej krwi. Po drugie: chyba zdajesz sobie sprawę, że spytają skąd to wiemy. Znając twój geniusz, domyślam się, że odpowiesz, że to widzieliśmy. Możesz być wtedy pewien, że będą chcieli się dowiedzieć, czemu nas nie zaatakował. I co im wtedy powiesz, Panie Genialne Pomysły?
- Dobrze gada.
- Może i dobrze. Więc co proponujesz, Ciociu Dobra Rada?
- Lepiej idźcie szukać Louisa, a ja tu posprzątam.

        [Joan]

- Jak uważasz, Kity. - Powiedział Damon i wyszedł wraz Klausem z domu.
  Kiedy oni szukali mojego brata, ja się pakowałam. Nie chciałam już więcej mieszkać w domu, w którym zginęli moi rodzice.
  Nie zajmowałam się jednak tylko pakowaniem. W garażu znalazłam kanister benzyny i wylałam go na ciała moich rodziców.
  Gdy wampir i hybryda wrócili z poszukiwań moje walizki stały już na werandzie, a ja właśnie wychodziłam z domu, w którym odkręciłam wszystkie kurki z gazem.
- Co tu robią te walizki? - Spytał Damon.
- Przeprowadzam się do Klausa.
- Co?
- To co słyszysz! Nie chcę już tu mieszkać. - Klaus, mógłbyś? - Spytałam wskazując bagaże.
- Oczywiście, kochana. - Odpowiedział i zaczął pakować waliżki do bagażnika.
- Rozumiem, ale czemu akurat do niego?
- Żebyś się głupio pytał. Znaleźliście Louisa?
- Tak, jest w bagażniku.
- Więc go wyciągnij i zahipnotyzuj, żeby wszedł do domu i zapalił zapałkę.
- Ja nie mogę. Za to Klaus tak.
- - Już, tylko spakuję ostatnią walizkę. A właściwie czemu chcesz, żebym to zrobił?
- Nie pytaj się, tylko go zahipnotyzuj i jedźmy już.
- Chcesz spalić dom. - Stwierdził Damon.
- To lepsze od twojego pomysłu z wściekłym psem.
- Skoro tak twierdzisz?
- Klaus, chcę już stąd jechać. - Powiedziałam wsiadając do auta.
  Zobaczyłam jak Damon wyjął Louisa ze swojego samochody i podał go Klausowi, który zaniósł go na werandę, postawił go i coś mu powiedział. Mój brat wszedł do domu, a Klaus już odpalił auto i odjechaliśmy. Po chwili usłyszałam wybuch, ale się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że zrobiłam co musiałam.
  Kiedy jechaliśmy do Klausa zapytałam jak ma na nazwisko.
- Mikaelson. A co?
- Tak pytam.
- Ok, a ty?
- Cat. Ale nie zbyt je lubię.
  Później jechaliśmy w milczeniu. Gdy dotarliśmy do willi Mikaelson'ów przywitała mnie siostra Klausa, Rebekah.
- Co tu robi dziewczyna Damona?
- Była dziewczyna, Blondie.
- Siostrzyczko, przedstawiam ci moją prawnuczkę.
- Czyli to jednak prawda. Cóż, witaj.
- Joan będzie z nami mieszkać.
- Mamy nową lokatorkę? I to wnuczkę Klausa? Jakaś odmiana. - Powiedział z wielkim uśmiechem przystojny chłopak z pięknymi, przenikliwymi brązowymi oczami, który pojawił się obok Rebekah.
- Joan, poznaj proszę: mój honorowy, starszy brat Elijah. Elijah, to jest Joan Cat.
- Mikaelson. - Poprawiłam go. - Skoro należę do waszej rodziny, to powinnam mieć na nazwisko tak jak wy.
- Dobrze, więc. Elijah, poznaj moją wnuczkę Joan Mikaelson.
  Chłopak uścisnął moją dłoń i obdarzył mnie przepięknym uśmiechem.
- Witaj w domu, Joan Mikaelson.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz