[Joan]
- Młoda, mogę wejść?
- Jasne, wchodź, brat.
Louis wszedł do pokoju i kiedy zobaczył Damona siedzącego na moim łóżku zaczął na niego krzyczeć.
- Co ty tu robisz? Masz czelność tu przychodzić po tym wszystkim co zrobiłeś mojej siostrze?
- Tak chłopczyku, mam czelność. - Powiedział wampir wstając. - I dla twojej wiadomości: pogodziliśmy się. Pogodziliśmy się do tego stopnia, że ze sobą spaliśmy.
- Po co to powiedziałeś?
- To ja myślałem, że jesteś u jakiejś koleżanki, a tu się okazuje, że byłaś z nim?
- Tak była ze mną. I było jej bardzo dobrze.
- Ty chamie! - Krzyknął Louis i rzucił się na Damona.
Później wszystko potoczyło się zadziwiającą szybko. Wampir złapał mojego brata i wpił się w niego. Nie wiedziałam co robić. Krzyknęłam tylko, żeby Damon puścił Louisa. Co dziwne wampir mnie posłuchał.
- Nie krzycz, Kity! Wkurzył mnie.
Kiedy Damon się do mnie odwrócił, nadal trzymając w żelaznym uścisku mojego brata, po raz pierwszy zobaczyłam jego wampirze oblicze. Nie było tak straszne jak sądziłam.
- Ale ty go ugryzłeś.
- Ugryzłem, ale nie martw się, nic mu nie będzie, nie wyssałem całej krwi. Dam mu trochę mojej, on się zregeneruje, wyczyszczę mu pamięć i wszystko będzie cacy, skarbie.
- Czekaj, czekaj! Jak to "wyczyszczę pamięć"?
- Normalnie. Wampiry mogą wmówić każdemu, no prawie każdemu, człowiekowi rzeczy, które się nie wydarzyły lub powiedzieć, żeby o czymś zapomniał i po prostu wykasować to z jego pamięci. Przydatna umiejętność.
- Nie wiem, czy przydatna. Nie jestem wampirem. - Podeszłam do Louisa i klęknęłam przy nim. - On jest nieprzytomny. Zrób coś Damon, nie stój tak, bo się wykrwawi! Coś ty narobił?
[Damon]
Joan była roztrzęsiona. W jej oczach widziałem strach i panikę. Klęknąłem obok niej i zwróciłem jej twarz ku mnie.
- Uspokój się, Kity. - Powiedziałem spokojnym głosem. - Wszystko będzie dobrze. Dam mu swoją krew i nic mu nie będzie. A teraz uspokój się i poszukaj jakiegoś plastra czy czegoś w tym rodzaju.
- Tak, tak. Już jestem spokojna. Muszę być spokojna. - Powiedziała trzęsącym się głosem i wstała.
Podeszła do jakieś szafki, wyciągnęła opatrunek i plastry i je mi. Opatrzyłem ranę i podałem braty Joan swoją krew. Kiedy się ocknął zahipnotyzowałem go, mówiąc, że przez przypadek się zadrapał, a my rozmawialiśmy tylko i żeby poszedł do swojego pokoju, po czym zwróciłem się do Joan:
- Widzisz, mówiłem, że nic mu nie będzie.
Kity nic nie odpowiedziała. Siedziała tylko na łóżku i patrzyła na mnie. Podszedłem do nie i usiadłem obok. Ona wstała i podeszła do okna.
- Kity, co się stało?
- Prawie zabiłeś Louisa!
- Prawie, a "prawie" robi dużą różnicę. A poza tym twojemu bratu już nie jest.
- Może nic, ale to nie zmienia faktu, że go ugryzłeś!
- Och, Kity. Nic mu nie jest, więc po co to roztrząsać?
- Jak ty możesz... Wyjdź! Wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy!
- Ale Joan...
- Nie ma żadnego ale! Wyjdź!
Wstałem i wyszedłem, tak jak chciała. A kiedy wychodziłem, pomyślałem, że znowu wszystko spieprzyłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz