[Damon]
Joan wybiegła z mojego pokoju, a ja za nią. Nie mogłem jej znowu stracić. Bez trudu ją dogoniłem i złapałem.
- Puść mnie! - Wyrywała mi się.
- Nie! Nie pozwolę ci znowu odejść!
- Było o tym pomyśleć zanim przespałeś się z Eleną!
Puściłem ją, a ona wybiegła z domu. Po chwili usłyszałem pisk opon. Błyskawicznie znalazłem się przed willą i rzuciłem się Joan na pomoc. Podniosłem ją z jezdni, zaniosłem do salonu i położyłem na kanapie.
- Co się stało? - Spytał Stefan, który nagle znalazł się przy mnie.
- Nie widzisz? Wypadek! - Powiedziałem dając jej swoją krew.
[Elena]
Zeszłam do salonu i zobaczyłam Stefana stojącego przy Damonie z nieprzytomną Joan na kolanach.
- Co się stało?
- Następna "co się stało". - Powiedział wyraźnie zdenerwowany Damon.
- Wpadła pod samochód. - Wyjaśnił Stefan.
- Ale nic jej nie będzie?
- Nie powinno. Damon podał jej swoją krew.
Patrzyłam na nieprzytomną Joan i nie mogłam pozbyć się poczucia, że ten wypadek to moja wina. W końcu gdybym nie odpowiedziała na pocałunek Damona, to ona nie zobaczyłaby nas razem i nie wybiegłaby z willi.
- Biedna Czarnulka. - Usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam Katherine idącą w moją stronę. - aha, zahipnotyzowałam kierowcę, który ją potrącił, bo Damon się tym nie trudził. Nie ma za co.
- Czemu nam pomagasz? - Spytał Stefan.
- Polubiłam naszą Czarnulkę. Wiesz Eleno, że to twoja wina. Gdybyś nie wykorzystała tego, że pokłóciła się z Damonem, to nic by się nie stało. Jednak nie jesteś mało, dobrą dziewczynką.
- I przyszłaś tylko po to, żeby jej to powiedzieć?
- Tak, tylko po to. To pa. - Powiedziała i wyszła.
[Damon]
Kiedy tylko za Katherine zamknęły się drzwi, Joan się ocknęła.
- Co się stało? I czemu leżę na twoich kolanach, zdrajco?
- Miałaś wypadek. Zabrałem cię tu i wyleczyłem.
- Skoro już nic mi nie jest, to wracam do domu. - Powiedziała wyraźnie wściekła.
- Nawet nie podziękujesz?
- Za co? Gdyby nie ty nic by mi się nie stało, więc nie oczekuj, że ci podziękuję. Wracam do domu, a ty zostań sobie ze swoją kochaną Eleną i pieprzcie się dalej! Nie mogę na was patrzeć! Brzydzę się wami! Żegnam! - Joan wyszła, a za nią Stefan.
[Joan]
Wyszłam z willi, a za mną wyszedł Stefan, który zaproponował, że mnie odwiezie. Zgodziłam się, bo nie chciałam iść na piechotę, ale przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Dopiero pod moim domem Stefan spytał:
- Może pójść z tobą na górę?
- Nie, nie trzeba. Chciałabym zostać sama.
- Rozumiem. W razie czego, zadzwoń.
- OK. Dzięki za podwózkę.
- Nie ma za co. Pa.
- Trzymaj się pa.
Wysiadłam z samochodu Stefana, weszłam do domu i od razu poszłam do siebie.
[Stefan]
Kiedy tylko Joan zniknęła w drzwiach domu, pojechałem do Cheesy Witch. Nie chciałem wracać do domu. Nie mogłem patrzyć na Elenę i mojego brata. Po tym co mi zrobili brzydziłem się nimi.
Podjechałem pod bar i przez chwilę jeszcze siedziałem w samochodzie. Opłaciło się to czekanie. Zobaczyłem Klausa i Rebekah wchodzących do środka. Od razu wysiadłem z auta i poszedłem za nimi. Siedzieli przy stoliku i rozmawiali. Nie chciałem, żeby zorientowali się, że ich zauważyłem, więc podszedłem do baru, zamówiłem koniak i zacząłem ich podsłuchiwać.
Rozmawiali o dziewczynie, z którą był Klaus jeszcze zanim jego matka zamieniła go w wampira.O ile dobrze zrozumiałem, to zaszła ona w ciążę, ale Klaus nie wiedział co stało sie z nią i ich dzieckiem, po tym jak się z nią rozstał. Przypomniał sobie o niej dopiero jak zoabaczył Joan, bo była do niej bardzo podobna i podejrzewał, że jest jej potomkinią, a co za tym idzie - także jego.
Nie dowiedziałem się nic więcej, bo Rebekah mnie zauważyła i oboje do mnie podeszli.
- Stefan! czemu taki smutny jesteś?
- Nie ważne, Klaus. Co wy tu robicie?
- Mieszkamy. Długa historia.
- Co ty powiedziałaś?
- Moja siostrzyczka powiedziała, że się tu przeprowadziliśmy. Damon ci nie mówił? Spotkałem go tu wcześniej.
- Tak się składa, że nie mam ochoty z nim rozmawiać.
- Ok, nie wnikam.
- A gdzie to się Elena podziewa?
- Nie wiem, Rebekah, i, dla twojej wiadomości, mało mnie to obchodzi.
- Aha, rozumiem. To my cię teraz zostawimy. Mam jeszcze coś do załatwienia. - Powiedział Klaus i razem z Rebekah wyszli z baru.
[Joan]
Siedziałam na łóżku i pisałam, jak zawsze, kiedy jestem smutna lub wściekła. Nagle do drzwi mojego balkonu ktoś zapukał. Podniosłam wzrok i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Klausa. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Witaj kochana.
- Cześć, Klaus tak? Czego chcesz?
- Mogę wejść?
- Tak, wejdź. To czego chcesz? Tylko szybko, bo nie jestem w nastroju do rozmów.
- Nie ładnie mówić "czego chcesz" do swojego dużo razy pradziadka.
- Co? O czym ty mówisz?
- Jestem twoim przodkiem?
- Ale jak to możliwe, skoro jesteś wampirem?
- Hybrydą, skarbie. Byłem kiedyś człowiekiem, jak każdy wampir. No może nie do końca człowiekiem, bo moim ojcem był wilkołak.
- Ok, ale skąd ty wiesz, że jesteś moim dziadkiem?
- Kiedy jeszcze byłem człowiekiem byłem z pewną dziewczyną. Zaszła w ciążę i musiała uciekać z miasta. Nie patrz tak na mnie, to było 1000 lat temu. Nie wiem co się z nią później stało, ale po tym, jak moja matka zamieniła mnie i moje przyrodnie rodzeństwo w wampiry, mało mnie to obchodziło.
- To twoja matka była wampirem?
- Nie, moja matka była czarownicą, która stworzyła wampiry.
- Ciekawe. Ale mniejsza z tym. Skoro nie wiesz co stało się z tą dziewczyną, to skąd masz pewność, że nie miała więcej dzieci?
- Nie mam. Ale znam sposób, żeby się przekonać czy na prawdę jesteś moją potomkinią.
W tym momencie do pokoju wszedł Louis.
- Z kim rozmawiasz?
- Ze znajomym.
Klaus odwrócił do siebie moją głowę i zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
- Zabij go! - Rozkazał, a ja podeszłam do komody, wyciągnęłam z niej pilnik do paznokci, po czym z całej siły wbiłam go w pierś Louisa.
Dopiero kiedy wyciągnęłam pilnik z serca mojego brata, zorientowałam się co zrobiłam. Zdałam sobie sprawę, że go zabiłam.
Poczułam nieokiełznaną złość i, że coś dziwnego się ze mną dzieje, a Klaus patrzył na mnie z zachwytem.
- Witaj w rodzinie, Joan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz