piątek, 23 maja 2014

Rozdział 13: Obietnica

      [Klaus]

  Jeszcze tego samego dnia pojechałem z Joan do urzędu, bo chciała zmienić nazwisko w dowodzie. Nie udało jej się to.
  Już na wejściu rzucił się jej na szyję jakiś chłopak.
- Joan, jak dobrze, że cię widzę. Myślałem, wszyscy myśleli, że ty też nie żyjesz.
- Ciebie też dobrze widzieć, Craig. Ale czemu myślałeś, że nie żyję?
- To ty nic nie wiesz?
- O czym? - Udała zdziwioną.
- Był wybuch w twoim domu. Cyba gaz się ulatniał. Wszyscy cię szukali. Nie wiedzieli gdzie jesteś. Myśleliśmy, że nie żyjesz. - Tłumaczył chaotycznie chłopak.
- Wybuch? Co z moimi rodzicami? Co z Louisem?
- Nie żyją. - powiedział chłopak, a Joan jak na zawołanie wtuliła się we mnie szlochając.
- Chodź, zabiorę cię do domu.
- Ona nie ma domu. - Wypalił Craig.
  Joan jeszcze bardziej się rozpłakała i mocniej się we mnie wtuliła, a ja posłałem chłopakowi mordercze spojrzenie.
- Ona ma dom. - Wycedziłem przez zęby, po czym dodałem już łagodniej. - Chodź Joan.
  Wyszliśmy z urzędu. W samochodzie powiedziałem, patrząc z uznaniem na ocierającą łzy dziewczynę.
- Jesteś niezłą aktorką.
- Jakbym nie wiedziała. - Odparła. - Zabierz mnie do mojego domu.
- Po co?
- Nie pytaj się głupio tylko mnie tam zawieź!

        [Joan]

  kiedy tylko Klaus zatrzymał auto, wybiegłam z niego cała zapłakana i z wyrazem paniki na twarzy pobiegłam w stronę sterty gruzów, która została z mojego domu. Chciałam wejść na teren poszukiwań, ale powstrzymała mnie Mimi, dziewczyna Louisa.
- Joan, nie możesz tam wejść. - Powiedziała dziwnie opanowanym głosem. Nie płakała.
- Jak możesz być taka spokojna?! - Wydzierałam się. - Przecież tam zginął Louis. Ty tak spokojnie stoisz i patrzysz! Nawet łzy nie uronisz! Jak możesz?! Jak?!
- Uspokój się. - I znów ten zimny, nic nie czujący już ton głosu.
- Nie uspokoję się! Cała moja rodzina nie żyje! Jak twoim zdaniem mam się uspokoić?!
  Nagle pojawił się przy nas Klaus.
- Przejmę ją od ciebie. - Powiedział do Mimi, po czym objął mnie opiekuńczo. - Chodź Joan, zabiorę cię stąd.
  Wróciliśmy do auta.
- Powiedziałem, że jesteś dobrą aktorką, ale się pomyliłem. To było mistrzostwo. - Stwierdził Mikaelson, kiedy byliśmy już w drodze do jego, w sumie to już też do mojej, willi.
- Dziękuję bardzo. - Powiedziałam i obdarzyłam go moim najpromienniejszym uśmiechem.

        [Rebekah]

  Kiedy Klaus pojechał gdzieś ze swoją nową wnuczką, ja udałam się do Salvatore'ów.
  Drzwi otworzyła mi Elena.
- Rebekah? Co tu robisz?
- Nie martw się, nie przyszłam do ciebie. Jest Damon.
  Nagle ktoś przygwoździł mnie do  sciany.
- Jestem. - Powiedział Damon. Był strasznie wkurzony. Odrzuciłam go od siebie.
- Uspokój się! Chcę tylko porozmawiać.
- Niby o czym? - Spytał wstając.
- Mam dla ciebie złe wiadomości. Albo dobre, zależy jak na to spojrzeć.
- Przejdź do rzeczy.
- Spotykasz się z członkinią mojej rodziny.
- Co? O czym ty mówisz? - Wtrąciła, niepotrzebnie, Elena.
- Joan jest prawnuczką Klausa.
- Tak, jasne. A ja jestem ojcem Eleny.
- Jeśli mi nie wierzysz, twoja sprawa, ale ja mówię prawdę. Chcesz, to sam ich spytaj.
- Ok, gdzie oni są?
- Pojechali gdzieś zanim tu przyjechałam, ale myślę, że już wrócili.
- Czyli chcesz powiedzieć, że Joan z wami mieszka? - Spytała Elena.
- Dokładnie. Chcesz, możesz jechać ze mną, Damon.

        [ Joan]

  Kiedy wróciłam z Klausem do mojego nowego domu, przywitała mnie niezbyt miła niespodzianka.
- Witaj, Kity.
- Damon, co ty tu robisz?
- Doszła do mnie pewna informacja i chcę się upewnić, czy jest prawdziwa.
- A mianowicie?
- Jesteś wnuczką Klausa?
- Jestem, ale chyba ci to nie przeszkadza?
- A wiesz, że przeszkadza?
- O, jak przykro, ale mnie to nie obchodzi. A teraz żegnam. - Powiedziałam, odwróciłam się i poszłam do mojego nowego pokoju.
  Zamknęłam za sobą drzwi, wzięłam jedną z walizek, które wcześniej zaniósł tam Klaus u zaczęłam się rozpakowywać.Kiedy odwróciłam się, żeby włożyć rzeczy do szafy, prawie podskoczyłam.
- Elijah. Wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam Joan, nie chciałem.
- Ok, nic nie szkodzi. A co ty tu tak właściwie robisz?
- Czekałem na ciebie.
- Na mnie? Czemu?
- Może chciałem cię zobaczyć. - Powiedział podchodząc do mnie. Patrzył mi w oczy, tak jakby tylko je chciał widzieć.
- Dobra, dobra, nie czaruj. Jaki jest prawdziwy powód twej wizyty?
- Chcę z tobą porozmawiać. - Wziął ode mnie rzeczy, które trzymała, na rękach i włożył je do szafy.
- Może lepiej sama rozpakuję. - Powiedziałam posyłając mu nieco zażenowane spojrzenie. - Porozmawiać? O czym?
- Jak Klaus sprawdził, że jesteś jego wnuczką?
- Zahipnotyzował mnie, żebym zabiła własnego brata.
- Co było potem?
 - Pamiętam tylko, że coś dziwnego się ze mną działo i Klausa mówiącego "witaj w rodzinie", a później dopiero, że przebudziłam się u was na kanapie.
- no to mamy problem.
- czemu?
- Jutro pełnia.
- No wiem. I co z tego?
- mamy mało czasu na przygotowania.
- Do czego? Mów jaśniej.
- Teraz jesteś wilkołakiem, a wilkołaki każdej pełni przemieniają się w wilki.
- Więc nie rozumiem, po co te przygotowania. Przemienię się, pobędę trochę wilkiem, a rano wszystko wróci do normy.
- Masz rację, nie rozumiesz. Musimy przygotować bezpieczne miejsce, z którego nie uciekniesz, bo mogłabyś kogoś skrzywdzić, a ugryzienie wilkołaka jest dla wampira śmiertelne.
- Nie zamierzam nikogo skrzywdzić.
- Nie ważne. Kiedy się przemienisz nie będziesz nad sobą panowała. Instynktownie będziesz czuła potrzebę zabicia wampira. Nie będziesz mogła się powstrzymać. Dlatego zamkniemy cię w miejscu, z którego nie uciekniesz i przykujemy cię łańcuchami.
- Nie zgadzam się!
- Nie masz wyjścia, Joan, zrozum. Musimy to zrobić.
- Nikogo nie skrzywdzę.
- Jak już mówiłem, nie będziesz nad sobą panować. Uwierz mi. Byłem przy tym, kiedy Klaus się pierwszy raz przemieniał. Czuł straszliwy ból, jakby go rozrywało od środka, a po przemianie nie panował nad tym co robi. Wiem to, widziałem to w jego oczach. Wiem też, że ty poczujesz to samo.
  Kiedy to powiedział odłożyłam do szafy rzeczy, które trzymałam, podeszłam do niego i przytuliłam się do niego szukając ochrony.
- Boję się.
- Rozumiem, ale nie musisz. Będę przy tobie. - Powiedział, głaszcząc mnie po głowie w opiekuńczym geście.
 A co będzie jeśli cię ugryzę? Nie chcę cię zabić.
- Nie zabijesz.
- Ale mówiłeś, że ugryzienie wilkołaka zabija wampira.
- Ja jestem pierwotnym, nie da się mnie tak łatwo zabić. - Powiedział przytulając mnie mocniej. - Będę przy tobie, obiecuję. - Pocałował mnie w czubek głowy, odsunął od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy. - A ja zawsze dotrzymuję obietnic.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam i znów się w niego wtuliłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz