Kiedy go poznałam była zima. Szłam właśnie ze szkoły. Na moje nieszczęście, albo w później zaistniałej sytuacji: na szczęście, miałam śliskie buty. W pewnym momencie poślizgnęłam się. Upadłabym, ale ktoś mnie złapał.
- Powinnaś bardziej uważać. - Powiedział męski głos. - Może ci się coś stać.
- Zapamiętam, ale nic nie poradzę na to, że mam śliskie podeszwy.
- W sumie masz rację.
Spojrzałam na niego i zatonęłam w jego wielkich, niebieskich oczach. Dopiero po chwili zdałam sibie sprawę z tego, że chłopak nadal trzyma mnie w ramionach.
- Możesz mnie już puścić.
- Proszę? A tak! Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Jestem Damon Salvatore. A ty?
"Super - pomyślałam - on jest Włochem."
- Jestem Joan Cat. Głupie nazwisko, wiem.
- Wcale nie. Piękne nazwisko dla pięknej dziewczyny.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co. Będę nazywać cię "Kity", mogę?
- Możesz nazywać mnie jak sobiechcesz, ale mam jeden warunek. Musimy się jeszcze kiedyś spotkać.
- Na pewno. Daj mi swój numer telefonu, umówimy się kiedyś.
- Ja mam inną propozycję, Damonie. W sobotę o osiemnastej grają fajny film. Chciałam iść na niego sama, ale skoro cię poznałam...
- ... to chciałabyś pójść ze mną. - Dokończył za mnie - szybka jesteś, Kity. W takim razie będę czekał pod kinem pół do szóstej.
- Ok, to jesteśmy umówieni. Pa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz