piątek, 23 maja 2014

Rozdział 7: Pojednanie

   [Damon]

  Gdy ją przeprosiłem nie odezwałą się wcale. Stałą tylko i patrzyłą na mnie ze zdziwieniem. Dopiero po chwili podeszła do mnie i mnie pocałowała.
  Kiedy się od siebie oderwaliśmy powiedziała z wielkim uśmiechem:
- Ja również cię kocham, Damonie. Aha, i wybaczam ci.
  W tym momencie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Poprawka, wampirem.
  Pocałowałem ją, ona odwzajemniła pocałunek. Rozpiąłem i ściągnąłem jej kurtkę. Moje ręce zaczęły schodzić coraz niżej. W tym czasie moje usta znalazły się na szyi Joan.
  Po chwili odepchnęła mnie od siebie.
- Co się stało?
- Nic, zadzwonię tylko do mamy i poinformuję ją, że nocuję poza domem.
- Dobrze, tylko się pośpiesz.
  Po dosłownie minucieJoan skończyłą rozmawiać. Ja leżałem już na łóżku.
- To na czym skończyliśmy? - Spytała zadziornie, podchodząc do mnie i siadając na mnie okrakiem.
- Na tym, Kity.
  Po chwili nie miałem już na sobie swojej ulubionej koszuli.

     [Joan]

  Rano obudziłam się w objęciach Mojego Małego Wampirka.
- Witaj, Kity. - Powiedział całując mnie w czoło. - Ale z ciebie śpioch. Ale nie dziwię ci się. Po zeszłej nocy...
- Wiem, było cudownie. Niezły jesteś. Ale w końcu masz lata doświadczenia.
- No wiesz! - Powiedział z udawanym oburzeniem.
- A co, może nie mam racji?
- Może i masz. - Uśmiechnął się zawadiacko. - Ty też świętoszką nie jesteś. Sądząc po tym, co wyprawiałaś w nocy.
- Mam 18 lat. Miałam jkuż chłopaka, Wampirku.
- Nie przeszkadza mi to. Słuchaj, wstawaj, bo już dziewiąta, a ja chcę ci jeszcze śniadanie zrobić. Nie możesz przecież głodna do domu wrócić.
- Ty, śniadanie?
- Co cię tak dziwi? Jestem niezłym kucharzem.
- Zobaczymy.
- Wątpisz w moje umiejętności, Kity?
- Ależ skąd. - Powiedziałam z wielkim uśmiechem. Po czym wstałam, założyłam bieliznę, podniosłam jego koszulę z podłogi i skierowałam się w stronę drzwi.
- A ty dokąd?
- Do łazienki. A co, nie mogę?
- Możesz. Ja w tym czasie zrobię ci śniadanie.
- Ok, czekaj na mnie w kuchni.
  Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Kiedy otworzyłąm drzwi zobaczyłam Stefana zakładającego koszulkę. Zauwżyłam, że obaj bracia mają nie złe mięśnie brzucha.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że tu jesteś.

     [Stefan]

  Kiedy ubierałem koszulkę do łazienki weszła Joan w samej bieliźnie. Kiedy mnie zobaczyła wyraźnie się speszyła.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że tu jesteś. - Powiedziała rumieniąc się.
- Nic się nie stało. Już wychodzę. Widzę, że pogodziłaś się z Damonem.
- Hm, no, tak.
- I bardzo się z tego cieszę. - Powiedziałem wychodząc z łazienki.
- Ja też. I jeszcze raz przepraszam.
- Jeszcze raz: nic się nie stało. Do zobaczenia później.
- Pa.
  Poszedłemdo pokoju. Czekałą tam na mnie Elena.
- Wiesz, spotkałem przed chwilą Joan. Wygląda na to, że pogodziła się z Damonem.
- To świetnie. - Stwierdziła Elena z wielkim uśmiechem.
- Wiem. - Też się uśmiechnąłem.
 
     [Joan]

  Gdy Stefan wyszedł z łazienki ja weszłam pod prysznic. Trochę pod nim siedziałam. Po jakimś czasie poczułam, że ktoś mnie obejmuje. Odwróciłam się. Za mną stał Damon.
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem po ciebie, Kity.
- Miałeś czekać w kuchni.
- I czekałem, ale długo cię nie było. Postanowiłem więc, że do ciebie dołączę. - Powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Sio mi stąd! - Powiedziałam wypychając go z kabiny.
- Ok, ok, już idę.
- To idź! I czekaj na mnie w kuchni!

    [Damon]

  Kiedy Joan wygoniła mnie z łazienki poszedłem do kuchni. Siedzieli tam już Elena i Stefan. Zobaczyli mnie i wymienili znaczące spojrzenia i uśmiechy.
- No co?
- Nie, nic. Cieszymy się tylko, że pogodziłeś się z Joan. - Stwierdziła Elena z szerokim uśmiechem.
- Nie tylko wy.
  Zapadło milczenie. Po jakimś czasie w kuchni zjawiła się Joan w mojej koszuli.
- Witajcie.
- Hej. Jak się spało? - Spytała ją Elena. Joan się zarumieniła. Spojrzała na mnie i stwierdziła:
- Dobrze, nawet bardzo dobrze.
- Cieszę się.
- Ja też. To co, Damonie, gdzie to śniadanie?
- Na stole, Kity.
- Jajecznica? Nie za bardzo się postarałeś.

    [Joan]

- Nie kwestionuj jego talentu kucharskiego. - Powiedziała Elena uśmiechając się do mnie. - Jak go znam, to nie jest zwyczajna jajecznica.
- Dobrze. A więc spróbujmy. - Wzięłam widelec i spróbowałam. - Wow, Damonie, pyszna.
- Mówiłem, że jestem niezły w kuchni.
- Nie tylko w kuchni, Wampirku. - Stwierdziłam uśmiechając się do niego zalotnie.
  Kiedy to powiedziałam Elena prawie zadławiła się swoją kanapką, a Stefan spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zaczął się śmiać.
- O co wam chodzi?
- Mówisz do Damona "Wampirku"? - Spytał Stefan krztusząc się ze śmiechu.
- To skrót od "Mój Mały Wampirek". - W tym momencie Stefan i Elena zaczęli się tak strasznie śmiać, że myślała, że zejdą. - Ale co w tym takiego śmiesznego? - Zadając pytanie spojrzałam zdezorientowana na Damona.
- Nic... po prostu... do Da... mona nie... pasuje "Mały Wampirek". - Stwierdziła Elena próbując powstrzymać śmiech.
- Do niego pasuje coś zgoła odwrotnego.
- A czemu?
- Nie ważne, Kity. Jeśli już zjadłaś to się ubierz. Odwiozę cię do domu.
- Co ci tak śpieszno do odwiezienia mnie? Już chcesz się mnie pozbyć? - Spytałam udając oburzoną.

    [Damon]

  Chciałem odpowiedzieć, ale w drzwiach kuchni zobaczyłem Katherine.
- Właśnie, Damonie, tak szybko chcesz się pozbyć dziewczyny, z którą, jak przypuszczam, dopiero się pogodziłeś? Nie ładnie, zważywszy na to, że nasza Czarnulka nieźle wygląda w twojej koszuli. Prawie tak dobrze jak ja czy Elena, którą już kiedyś w niej widziałam. Swoją drogą, nie przeszkadza ci to, że Damon miał bardzo, bardzo dużo dziewczyn przed tobą?
- Czemu miałoby mi przeszkadzać coś co było? Nie znałam go wcześniej. Ja też miałam chłopaka. Wiesz co ci powiem, rozpamiętujesz coś, co było i co już nigdy nie wróci, bo nie potrafisz inaczej wypełnić pustki, którą sama sobie stworzyłaś. Nie wiem co łączyło cię z Damonem, ale tego już nie ma i musisz się z tym pogodzić, Katerino.
- Jestem pod wrażeniem, Czarnulko. Masz gadane.
- Wiem o tym. - Stwierdziła Kity z irytacją. - Aha, i ja mam Damona. - Dodała z szelmowskim uśmieszkiem.
  Katherine nie odpowiedziała, ale w jej oczach dostrzegłem złość i podziw dla mojej Joan. Zauważyłem, że Elena chciała coś powiedzieć, ale powstrzymałem ją kręcąc głową.
  Spojrzałem na Joan, która mierzyła się wzrokiem z Katherine. Postanowiłem to przerwać:
- Kity, idź się ubrać. Zawiozę cię do domu.
- Jak chcesz. - Powiedziała Kity z wyrzutem. - Ale jak zejdę jej ma tu już nie być!

    [Joan]

  Poszłam na górę, do pokoju Damona, Nie spodziewałam się nawet, że mogę być dla kogoś aż tak niemiła. Szczególnie dla osoby, którą dopiero poznałam, ale Katerina mnie sprowokowała. Nie wiem kim ona była dla Damona, a on dla niej, ale się dowiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz